a ja dzisiaj postanowiłem być jaskiniowcem
2010-08-31
mamy przedłużoną niedzielę, dzień wolny urzędowo bez powodu jakiegoś bożego narodzenia, bożej śmierci, bożego zmartwychwstania, bożego ciała, bożego wniebowzięcia. Mamy dzień wolny tylko po to, żeby mieć wystarczającą ilość dni wolnych w roku, żeby czuć się w miarę dobrze. Taki dzień, kiedy ci w pracy płacą pełną stawkę i nie musisz się kłaniać Krysznie, święcić jajek czy zabiajać karpia - jakoś trzeba było nazwać, nazwano to bank holiday.
Jako jaskinowiec spałem dziś smacznie do 11, kiedy to za drzwiami rozległy się stuki i puki, albowiem właściciel mieszkania "zapomniał" mnie poinformować, że dziś będzie naprawiał dach.
olałem leszczy i pospałem.
po 2 godzinach wstałem, poszedłem po żarcie, zrobiłem własną płytę-instalkę windy XP, powiesiłem pranie, puściłem pranie, ściągnąłem dwa antywiry, zjadłem kuskus z warzywami na ostro, po marokańsku, z pieczarkami w sosie czosnkonkowym i rybą antlantycką niewiadomej nazwy, świeżo zakupioną świeżą, nie mrożoną.
Naprawiłem laptopa Artka!! (dzięki tej instalce). Zadzwonił Adam i Aga, w tej samej sprawie. Im też zrobiłem, ale lepiej. Dzięki moim pirackim hokus-pokus (a co, nobless oblige :) mają teraz w pełni legalną windę 7 ultimate w wersji polskiej z w pełni legalnym najlepszym antywirem, czyli produktem firmy eset. Mają piękny dom z ogrodem, 4 sypialnie plus spory ogród, siłownia w garażu. Chiałbym, ale dla mnie to by wyniosło 80% mojej pensji, a poza tym - na chuj mi 3 dodatkowe sypialnie???
cośmy się pośmiali, cośmy się napili i najedli - w salonie i tym ogrodzie, to nasze. Ech... dziś nad niczym nie rozpaczam, dziś cieszę się pogryzając oliwki zielone i czarne, chalkidki i kalimari, z serem feta, wszystko greckie, w cenie na pln 6,5 pln za kilogram.
jestem bykiem, kocham nie tylko idee... wszystko. Nawet wstawanie rano może być przyjemme, właśnie się tego uczę...
refleksji nie będzie. mógłby być ZA TO wspaniały obopólny orgazm, ale nie ma z kim
ale to się zmieni, czuję, że zmiana nadchodzi
choć nie wiem, z której strony przyjdzie
jest taka książka - książka-widmo, która podobno istnieje, i którą podobno można kupić - ale jakoś nikomu się nie udaje.
Ta książka występuje w dwóch wersjach - męskiej i żeńskiej - różniących się nieco treścią, nie okładką.
Wersja żeńska ma zupełnie inne dwa ostatnie akapity w przedostatnim rozdziale.
Ta ksiażka opowiada o innej książce, która istniała w XVII-wieku, ale już nie istnieje.
Tamta, ZAGINIONA książka była jedyną opowieścią o narodzie, który dawno zaginął, o jego języku i jego niewiarygodnych wierzeniach, o narodzie, który istniał jeszcze 1000 lat temu i bardzo wpłynął, BARDZO, na ukształtowanie Polski, Rosji, Węgier, Rumunii... Europy a który potem znikł z powierzchni ziemi, i nic nie pozostało. Nawet nazwa.
Nie pozostał nawet język.
Ta książka w XVII-wieku była jedynym istniejącym słownikiem TEGO.
Ale zamiast skupiać się na słowach i wyrażeniach, fleksji i koniunkcji, w sposób słownikowy opisywała te pojęcia, które były unikalne dla tego narodu.
Oni... czytali sny. Czytali sny innych ludzi, sami w nich nawet występowali. Oni wierzyli w sens, którego NIE BYLI W STANIE POJĄĆ.
kiedyś znałem co lepsze fragmenty na pamięć.
np. ten, gdy najlepszy dream-reader w swoim nowym życiu spotkał osobę, którą ściagał w swoich snach co najmniej od poprzedniego żywota. I nie rozpoznał jej. Za to jego własny wielbłąd napluł mu w oko.
np. ten, że są lustra spowalniające i przyśpieszające. W spowalniających widzimy, co źle zrobiliśmy, w przyśpieszających - to, czego nie wolno nam zrobić teraz. Oba rodzaje są zabójcze.
albo taka perełka:
Dziewczyna wybrała się ze swoim mężczyną do lasu, a była ślepa. Kiedy się całowali usłyszeli tętent końskich kopyt i wtedy ona powiedziała: Popatrz swoimi zdrowymi oczami i powiedz mi, czy to biały koń galopuje przez las? A on odpowiedział: nie wiem, nie możemy tego wiedzieć, że koń jest biały, bo jeszcze nie wyłonił się z gęstwiny lasu.
A wtedy ona powiedziała: Jesteś durniem.
A koń wybiegł z lasu i rzeczywiście był biały
jestem tak szczęśliwy, że nie mam czasu pisać na blogu. Robię tyle rzeczy na raz, że nie mam czasu spać. W moich żyłach płynie nie krew, ale wrząca niebiesko-czerwonawa ciecz. Na kogokolwiek spojrzę odraca się i patrzy mi w oczy, do kogkolwiek się odezwę - otwiera się na mnie jak słonecznik o wschodzie słońca.
Osiągnąłem szczęście sam z sobą. Dzielę się nim ze wszystkimi, a każdy, z kim porozmawiałem, komu poświęciłem uwagę, oddaje mi. Mam więcej życzliwych ludzi i więcej potencjalnych przyjaciół, niż jestem w stanie unieść.
Znaczy zmieścić w tych 24-godzinach.
Z powyższych powodów skupiam się na REALU a blog zostaje chwilowo, być może na zawsze, zawieszony. Skrobałem tu na blogu i skorobałem. Niektóre rzeczy które tu napisałem, są naprawdę niezłe, mocne. Brak im tylko korekty. Za takie teksty, jak tu notki, dostawałem niegdyś po 500-1000 zeta, bo TO BYŁO OBROBIONE. to samo, ale Wyszlifowane.
Nie mam czasu, nie potrzebuję już spowiedzi. Jestem dobrym człowiekiem, wyspowiadałem się już tu dosyć. Jestem dobrym człowiekiem, bo przynoszę ludziom w moim otoczeniu radość życia, umiejętność zauważenia piękna w drobnych szczegółach, szacunek, poczucie własnej wartości, zadowolenie z tego, kim się jest.
To bardzo dużo. Kiedy to dostają, są wdzięczmi i z tej wdzięczności mówią różne rzeczy. Po czym wracają do swoich kobiet, mężczyzn... ja wracam do siebie.
O północy czuję się samotny, bo w pustym mieszkaniu dźwięczy echo i nikt mi nie mówi: Kochanie, chodź do łóżka.
Pozostałe 18 godzin jestem gwiazdą, świecę zrozumieniem i akceptacją a jeśli nawet zapomniałem świecić od samego rana, to szybko ktoś to zauważy i wrzuci mi coś na rozruch.
Wczoraj na boisku krykierowym nakręciliśmy film... o tym, jak spędzamy pierwszą przerwę w pracy na boisku krykietowym. Jest śliczny i ja w nim występuję i bardzo chciałbym go wrzucić w sieć i go pokazać, ale on jest w HD nagrany.
8 minut filmu z dźwiękiem, ma rozmiar 900 MB. No way!!
Ściąnałem Adobe Premiere najnowsze, do obróbki filmów, trzeba te 8 minut zrobić tak, żeby miały 40 MB. Ktoś ma jakiś pomysł, jak to zrobić?
NIe mam czasu na następne notki, TA CO BYŁA formuła bloga się wyczerpała. Koniec pierodolenia na luzie. Wolę coś zrobić. Buzi dla Was, którzyście mnie czytaali...
ps.
Ostatnie video: ja wierzę, że ludzie MYŚLĄ tak samo mózgiem jak sercem. tak samo słowami jak obrazami.
więc jeszcze raz: WYBITNY FILM sprzed 2-3 lat, The Fall, w Polsce: Magia uczuć. Śpiewa mała Chinka Vienna Teng.
że starczyłoby na kilka... a to wszystko z lęku przed śmiercią.
Lęk przed śmiercią pojawił się natychmiast po tym, jak pierwszy raz zachwyciłem się życiem. Gdzieś koło... nie pamiętam... 14-tu czy 19-tu... Gdzieś WTRĄBALIŁA SIĘ MYŚL, ŻE TO WSZYSTKO kiedyś nieodwołalnie SIĘ SKOŃCZY - JAKA NIEPOWETOWANA SZKODA!!!
Jak może tak nieskończenie cudowna, zachwycająca, nieprzywidywalna, mądra, piękna, rozrywkowa rzecz jak ŻYCIE się skończyć???
Strach przed tym, "co będzie dalej" - to jedna rzecz, a druga:
CHOLERNE PIĘKNO zachodów słońca nad górami; pływania w świetlistej wodzie, wciągania w płuca powietrza, CUDOWNYCH SPOTKAŃ Z LUDŹMI, z którymi rozumie się bez słowa, cudowne poczucie wspólnoty np. z lasem, w którym budzisz się o świcie w śpiworze pod sosną, a Słońce, rosa, wiatr, biedronka, lis ostrożnie obserwujący, miłość z kimś, kogo się kocha, wzloty
to i Wiele, Wiele Więcej, NIEOGRANICZENIE WIĘCEJ się
SKOŃCZY.
Pierwsze, co zrobiłem, to postanowiłem przeżyć WSZYSTKO, CZYM JEST ŻYCIE.
Bardzo ambitne i młodzieńcze, ale z pewnością miałem wtedy jeszcze naście lat.
Jednak, jeśli czegoś bardzo pragniesz, to Ci się stanie.
w ciągu około 10 lat przeżyłem miłość, stworzyłem rodzinę, zbudowałem dom, osiągnąłem sukces radość mądrość przygody i frajdę. kochałem NIESAMOWICE moją żonę a ona mnie - i mieliśmy cudownego synka. co, mało?
W Życiu nie tylko występuje POWODZENIE - ŻYCIE TO TEŻ DOSTAWANIE W DUPĘ. Często w wyniku własnego postępowania, własnych wad... bardzo często. Ale nie zawsze.
Jest czas radości, jest czas smutku. Jest czas urodzaju i jest czas niedostatku.
Po tym jak WSZYSTKO PIERDOLNĘŁO pozbierałem się dość szybko. Za szybko. Niemal natychmiast wziałem się do działania.
Następne 10 lat. BARDZO, BARDZO INTENSYWNE. Dzikie eskcesy, kasa, kasa, władza, działanie, zmiana, działanie, kasa - DRIVE DRIVE DRIVE
I tym razem PIERDOLNĘŁO. Z powodu, o którym aż wstyd powiedzieć.
zakochałem się.
w bardzo młodej dziewczynie, 10 lat młodszej ode mnie... to nawet jeszcze ujdzie, te 10 lat, ale W JAKIE CIELĘ JA SIĘ ZMIENIŁEM... MIAŁEM W GŁOWIE KWIATKI :)
No po prostu jak naćpany, a ja nie wiedziałem, jak to jest, bo ja nie ćpam - najsilniejsze, co biorę, to tequila.
No, śliwowica 70%. Nawet rakija się zdarzyła, ale to hard core.
Jak na tych filmach Disneya - zakochany kundel - oczy jak spodki, w gębie sucho, banan na mordzie w głowie pusto boże jaka ona piękna... jakie ma piękne oczy... jak pięknie spina włosy... jak pięknie wymawia "r" kiedy się waha... jaki wdzięk jest w jej nieśmiałości...
ona, delikatna wrażliwa dziewczyna, cholernie wrażliwa a może i nawet nadwrażliwa, prawie-dziewica a może i nawet, kończyła studia a ja miałem 33 lata, małżeństwo, rozwód, dwa inne związki, z 50 przygodnych kochanek na koncie (wszystkie tylko w przerwach - zdrada jest OBRZYDLIWA. Można, oczywiście, ją wybaczyć, i jest "ludzka" - ale jest obrzydliwa - nie, można po prostu zmienić partnera, to trudne i bolesne, ale to nie obrzydliwe).
Nieustannie czułem jej perfumy, śniła mi się co noc. A doszło do tego bycia OCZADZONYM, zakochanym do ZIDIOCENIA w S. w wyniku...-
w wyniku ;)
IDEALNEGO WSPÓŁGRANIA wydzielania zupełnie RÓŻNYCH NEUROHORMONÓW - neuroprzekaźników znaczy - w moim mózgu. Zostałem skrzywdzony przez CHEMIĘ!!! i naturę mózgu... bo ona mnie jednak nie chciała, a ja nie mogłem zapomnieć jej przez 7 lat... a moja prawa półkula jeszcze dwa lata dłużej.
Dobry powód, żeby się stoczyć akurat koło 40-tki.
Boże, chlałem tak, że osiągnałem formę olimpijską: zalewałem się z Wojtkiem w Hubalu, a kiedy on już odjechał taksówką do kibla w domu, mała przechadzka, joint z młodymi gniewnymi na ryneczku i zalewanie z kimś innym...
rozpaczliwe poszukiwanie czegoś, co mnie zabierze z tego stanu.
Z tego stanu, że zobaczyłem niebo w dziewczynce, którą, gdyby mi nie zależało tak mocno, mógłbym zdobyć nie angażując się zupełnie - ot tak, LEKKO, z wdziękiem - ale mi zależało jak nigdy w życiu i może właśnie dlatego tak się nie stało.
OOOOO... mega niesprawiedliwość życiowa, żyć mi się nie chciało. Ale nie z powodu niesprawiedliwości, ale z powodu tego, że ona wciąż niepodzielnie KRÓLOWAŁA W MOJEJ WYOBRAŹNI... nic innego nie mogło się tam, po prostu, zmieścić.
A próbowałem.
Zaraz po miesiącu, jak zrozumiałem, że "nie" znaczy "nie", sprawiłem sobie kochankę. było fajnie, kolorowo. 3 miesiące od czasu do czasu. nawet bardzo kolorowo - pamiętam, że to mnie tak ZDZIWIŁO wówczas:
"przecież jest naprawdę cholernie fajnie. słodko. ciekawie. O CO MI JESZCZE CHODZI?" Ale nawyraźniej TEGO brakowało - uczuć z mojej strony. Więc następna, następna, dziewczynka z pracy, dziewczynka z dyskoteki... nic. więc po co? po co dalej? nie ma sensu
teraz, z perespektywy, którą mam będąc już 5 lat wolny od tego, muszę wam powiedzieć, że rzeczywiście było w tym COŚ DZIWNEGO. Miałem wobec niej również bardzo ojcowskie uczucia. I takie, jakbym był jej bratem, znałem całą historię S., jej ciotka, z którą popijaliśmy w grecji na tarasie jej apartamentu malibu mi wszystko opowiedziała. O niedotykalskiej dziewczynie z gór Armenii, która aczkolwiek poczęta i zamieszkała w BielskUBiałej z matki Ormianki i taty Polaka, to jednak całe dzieciństwo spędziła u USSR, latając samolotami aeroflotu do Erewania i siedzenia tam latami czekając na rodziców, co ROBIĄ KARIERĘ/KASĘ w Polsce. Takie coś kształtuje pragnienie, a pragnienie kształtuje wrażliwość i uwagę.
(Dobrze napisałem, nie? Trzeba mieć miłość, żeby ZAUWAŻAĆ)
No i czy nie budzi jakiegoś wzruszenia? Jakiejś chęci objęcia i powiedzenia: Hej, poczuj się dobrze, z pewnością wkrótce ktoś pokaże ci, jak to jest być kochaną. Wiem, że nie trochę nie wiesz, o co chodzi, czułość okazywała Ci tylko Babcia, nigdy Rodzice, którzy zawsze mieli SPRAWY WAŻNIEJSZE, "kocham cię córciu of kors". Ale świat jest Dobrym Miejscem, a ja chętnie Ci pokażę, że można tu się czuć bezpiecznie i wspaniale i być sobą i kochać i być cholernie szczęśliwą. daj światu miłość a dostaniesz z powrotem to samo, już ja o to zadbam...i tańczyliśmy w deszczu o 3 w nocy w Kokomo, kanjpie na plaży pod górą Olimp, naprzeciw półwyspu z klasztorami Athos. a potem pływaliśmy w sztormowym morzu i próbowaliśmy ukraść motorówkę...
ech, jazda polega na tym, że wyglądaliśmy jak brat i siostra. Ta sama budowa, ten sam kolor skóry, te same ruchy. Pierwszy i jedyny raz czułem czyjeś ciało jak swoje. Byłem pewny, że jak zobaczę jak ona się uderzy, sam też poczuję ból. Piękne jak surwysyn, ale i niezła jazda, najsilniejszy narkotyk nie daje takich objawów.
Ale nie dalej, jak 5 miesięcy temu natrafiłem na artykuł o chemii "zakochania" - w sensie uwalniania poszczególnych neuroprzekaźników w mózgu. Jak powstaje tzw "fatalne zauroczenie". Żeby coś tak mocnego powstało, musi się złożyć kilka czynników NARAZ - w mózgu musi się pojawić ADRENALINA albo NORADRENALINA - w moim przypadku miałem dawkę maksymalną. Godzinę temu zdobyłem ośnieżony Olimp (3 tys), mdlejąc po drodze, a teraz ZGINĘŁA MI S.!!! Czekała gdzieś na hali, na 2,5 tys., wracaliśmy razem, przez las, zapadała ciemność, poszła siku - NIE MA!
Boże, miałem taki wyrzut adrenaliny, że boże. A nie była dla mnie do tego momentu nikim szczególnym - ot, młodą dziewczyną w wycieczce do Grecji, której to wycieczki byłem pilotem.
Ale adrenalina ROZSZERZA OCZY. Wtedy więcej wpada, widzi się Wyraźniej, Wyraziściej, Mocniej. TO SIĘ WRYWA.
No i znalazłem ją 20 minut później, jakoś się minęliśmy gdy zeszła ze ścieżki w las żeby zrobić siku.
Jak ją zobaczyłem tymi ogromnymi oczami... wyrzut horomonów szęścia był NIESAMOWITY. A nagle zacząłem się cieszyć nawet ze sposobu, w jaki marudziła, że ją nogi bolą.
A ta historia z tym, że ona sprawia mi ból i rozkosz naraz... tak, zrobiła mi to, aż się spociłem i popłakałem naraz. Wstąpiłem bowiem podczas ogniska na plaży na jeżowca w morzu, który tkwił pośród swojej rodziny, którą miałem okazję poznać, przenosząc nogę w ciemno i inne miejsce pod powierzchnią morza. Urządziłem nieprzystojny pokaz wkurwu, bo wprawdzie nie bolało, ale o wejściu na wiszący nad głową Olimp nie mogło być mowy... a S. zaczęła mi wyciągać, wyciskać raczej te czarne długie kolce ze stopy przy świetle ogniska. Nie szło, więc uwieszonego na swoim ramieniu odholowała mnie ta mała samarytanka, która oczywiście się znała na wyciągniu igieł jeżowca, bo robiła to ojcu na Korsyce, do domu swojego (znaczy apartamentu jej i ciotki), gdzie wypiliśmy sporo metaxy na dobry humor i odwagę i znieczulenie po czym ona wyciągnęła mi IGŁĄ KRAWIECKA 17 długich na centymetr czarnych igieł.
Pięć dni póżniej tańczyliśmy w deszczu do U2, o świcie poszliśmy na piechotę na Olimp, co było równowartością wejścia na nogach na piętro nr 1000. Podwiózł nas ktoś po drodze, spory kawałek, ale i tak w szczytowym momencie, na lodowcu, gdy byłem sam - zemdlałem pierwszy i ostatni raz w życiu. Zmiana ciśnienia. Jeśli obudziłeś się rano na poziomie morza, 0 metrów npm, to nie możesz tego samego dnia wspinać się godzinami na poziomie 2800 metrów npm, bo tam JEST INNE CIŚNIENE a ludzki układ ciśnieniowy potrzebuje czasu, żeby się dostosować.
Taaa... wyjmując mi igły z nogi, gubiąc mi się wieczorem w lesie w parku narodowym uruchomiła we mnie dwa mechanizmu NEUROnalne, które sprawiły, że mózg został zalany MOCNYMI ,NACECHOWANYMI EMOCJAMI obrazami. Przez to, że mózg pod wpływem adrenaliny i endorfin przyjmuje wszystko MOCNIEJ i KODUJE głębiej - nastąpiło SKOJRZENIE jej ślicznej dziecinnej wręcz osóbki z silnymi i bardzo wyjątkowymi stanami.
Jak nie, jak tak?
A na dodatek była jeszcze taka słodka, zwykła, urocza, wruszająco nieśmiała, której ciało dotykając mojego wyglądało tak zniewalająco podobnie: tej samej karnacji, tych samych proprocji - na plaży wszyscy mówili, że jsteśmy rodzeństwem.
Zresztą niesamowite podobieństwo między nami cały czas wmawiała mi jej ciotka, codziennie, na każdym obiedzie w hotelu. A nikt nie wiedział, że ja też mam w sobie krew ormiańską, którą szumi jak szampan. Więc Zew Krwi... żyła przy żyle, a tętnica przy tętnicy i słyszę każde uderzenie twojego serca. :)
TAAA... rozmarzyłem się, ale tylko dlatego, że jest piątek wieczór, wypaliłem parę jointów, wypiłem 5 piw, pogadałem z ludźmi, trochę pozytywnej treści w obie strony i bardzo dobrze.
lubię moje życie, jest szczere i fajne, choć często głupie. W sensie - nie rozumiem nieraz najprostszych rzeczy, do NAJPROSTSZYCH rzeczy zmierzam nieraz cholernie okrężną drogą. Ale cały czas szukam dróg krótszych. Życie jest krótkie, a ja jestem głodny rzeczy Najważniejszych. Piękna, szczęścia, sensu. Cierpienia już się najadłem za dużo.
najpiękniejszy kawałek świata, po przesłuchaniu 1.30 minuty i obejrzeniu bierze w posiadanie. dobranoc, pchły na noc, już 5.40, zaczynają sprzątać ulice, nikt nie jest sam, jeśli jest człowiekiem :))))
sobota... uff. Jakże cudownie siedzieć na dupie po całym tygondiu biegania
2010-08-07
Poprzednia notka była fatalna. Ta będzie jeszcze gorsza.
KOMPOROMITOWAĆ się TRZEBA.
Na recepcie to powinni wypisywać: proszę Świadomie I Dobrowolnie skompromitować się dwukrotnie w tym tygodniu. Psychiatrzy. Kompromitowanie się ma zbawienne działanie. Nie tylko na organizm, również na całą psychikę kompromitującego się świadomie, a co więcej, OKAZUJE SIĘ, że również na otoczenie.
Nikt nie jest doskonały. Każdy kiedyś robi coś głupiego, czegoś nie potrafi, coś mu nie wychodzi. Każdy, uwierzcie mi, KAŻDY, nawet Dalej Lama. Koszykówka nigdy mu nie szła.
Kiedy już ZAAKCEPTUJESZ, że wygłupić się, żrobić coś głupio, mylić się, jest WŁAŚCIWE WSZYSTKIM, i wcale to nie wstyd, wtedy zaakceptujesz to w sobie. Zaczniesz się z siebie SERDECZNIE śmiać. Razem z innymi.
A uwadze ich nie umknie jak ciepło i serdecznie śmieję się sam z siebie albowiem KAŻDY TEGO PRAGNIE.
Ciepłego, przyjacielskiego dystansu.
Tu, w miejscu, które mi zostało zesłane przez (kogo? los? boga? karmę? a jakie to ma znaczenie!) i tak IDEALNIE "pasuje" do ukrytych, raczej zaniedbanych sfer mojego bycia - tu w MM dla M6m czekał TEN SAM KOD POCZTOWY, ten sam NR KIERUNKOWY, a nawet, kurwa, UBIEZPIECZNIE SPOŁECZNE w dziwny sposób pokrywało się z numerem dowodu. Patrzę przez okno. Mam trzyczęściowe okno tzw. bay window, na pierwszym piętrze trójkątnej kamienicy, która swoim istnieniem ROZDZIELA GŁÓWNĄ ulicę na dwie: sprzed komuptera widzę główny deptak Melton aż do rynku, 24h. I widzę BARDZO PIĘKNE KOJĄCE OBRAZY cudownego spokoju, beztroski i pogody ducha. Widzę dokłanie to:
Ach, wzruszyłem się. Idę po Harry Pottera, mieszka na tej krzywej uliczce Leicester Road, co wychodzi z ryneczku.. wynajmuje taki maleńki domek. a jak go nie będize, to nie szkodzi, słońce pięknie zachodzi, może porobię trochę zdjęć.
i porobiłem. na to przeznaczam sobotni dzień i wieczór: na robienie tego, co lubię: picie piwa i rozmowy o tym, co NIE JEST KONIECZNE.
oto foty z raju, gdzie ludzie żyją w przyjaźni z innymi i z samymi sobą i ze zwierzętami. POZIOM STRESU I ADRENALINY w organizmie sięga zaledwie 30% tego, co jest naturalnym poziomem w Polsce, do któego byłym przyzwyczajony od dziecka. Uważałem, że wszystko jest OK. Że stres W TAKIM WYMIARZE, w jakim go mam, jest naturalną, normalną częścią rzeczywistości.
Okazało się, że brałem 100 % tlenu w powietrzu za normę, bo ja tak mam.
gdzie indziej jest 60% tlenu, w sporej części świata: Kenii, Etiopii, Tybecie...
A w Anglii jest ŻYCIE WYŁAGODZONE przez setki lat nieprzerwanych usprawnień, a w Polsce od ostatnich 300 lat rozdzieranej DRAMATYCZNYMI KRYZYSAMI BYĆ I NIE BYĆ - nie może być takie, jak w Anglii. I najbardziej to widać na przykładzie stresu.
Nakręciłem wczoraj filmik z chmurami, już 5-ty nakręcony w pracy, to takie moje hobby... dokleić do chmur muzykę z którejś z kantat Bacha... och... pokażę, z dumą, ale na razie muszę tyle pokonwertować żeby z 330 mega na t minuty filmu zrobiło się coś strawnego... może 40? to się trzeba znać, a żeby się znać, to się trzeba poznać. Adobe, witaj
jestem bardzo szczęśliwy, choć w pewnym sensie samotny. Ale to nic złego, każdy tak ma :)
Spróbuję napisać, jaka jest Anglia, dla mnie oczywiście, i jak to na mnie oddziałuje. Dobrze? Bo dawno, daaawno powinienem to napisać. Z czasem stawało się to JESZCZE TRUDNIEJSZE.
Zawsze tak miałem: najlepiej pisało mi się wtedy, gdy abosolutnie waliło mnie jak to wyjdzie i czy to w ogóle to, co powinno być powiedziane - miałem DYSTANS. a dystans to ważna rzecz, bez niego nie ma wielu rzeczy... np. poczucia humoru... pewnego gatunku marmolady... wielu przyjaciół...
anyway, Czym Więcej się Wie, tym trudniej to zawrzeć w słowach, prawda?
nie, normalnie, kocham Jarretta, a konkretnie Sun Bear Concerts z Japonii, a konkretnie Sapporo, choć Tokyo też jest doskonałe a Kyoto wręcz zajebiste, choć w innym klimacie. Jakby Jarrett zagrał to na Konkursie Szopenowskim w Polsce to Wysokie Jury siedziałoby zasłuchane i na koniec musiało obudzić z długiego snu... do rzeczywistości mazurków i polonezów... niestety. Jarrett w tym kawałku rządzi.
no
nie uda się.
chuj.
nie potrafię.
przynajmniej napiszę, DLACZEGO nie umiem tego zrobić, CZEGO nie umiem napisać.
(jestem nieźle już zrobiony, znowu rozmawiam sam ze sobą, a przecież dopiero 4 piwo, oj)
tu chodzi o agresję.
CHODZI O POZIOM STRESU.
Wyobraźcie sobie, że wywożą was na płaskowyż Kenii albo Etiopii, na jakieś 3 tys n.p.m. i gramy w piłę. Albo siatkę. Co z Wami? Co się tak szybko męczycie?
Reszta jest PRZYZWYCZAJONA do niedoboru TLENU w powietrzu. Jak nie, jak tak?
No i potem WRACACIE do siebie, na niziny, i PO RAZ PIERWSZY W ŻYCIU CZUJECIE, ŻE MACIE DUŻE ZAOPTRZERNIE W TLEN w powietrzu... eureka: bang, it goes.
A więc WIEM, że mam WYSOKI POZIOM TLENU W ATOSFERZE, czuję to. Ale gdybym nie zobaczył na własnej skórze, że może być inaczej...
A więc W POLSCE PANUJE WYSOKI POZIOM STRESU I AGRESJI. I to w każdej dziedzinie życia.
Tego w OGÓLE NIE WIDAĆ, czym to jest, kiedy JEST SIĘ WEWNĄTRZ. Możesz nawet wiedzieć, o co chodzi, ale wciąż tego nie czujesz. Bo nie wciągnąłeś w płuca powietrza o zdecydowanym niedoborze ... czegoś.
Nie mam tu na myśli zioła, mam na myśli takie to sprawy:
wszyscy są życzyliwi. deafaultowo. życzliwy jest przechodzień do przechodnia, którego potrącił, albo wyprzedził w kolejce, albo w ogóle, tak, bez powodu: dziękuję ci, że położyłeś listewkę oddzielającą twoje zakupy od moich. COOO????
POOOOJEBAAŁOOO CIĘ????
W Polsce nikt nigdy nie patrzy na osoby w kolejce do kasy. Kiedy sam w niej stoi. Nie patrzy i chuj, byle szybciej się ta krowa z wózkiem wypakowała, bo już za 5 ósma. I żeby się NIE DAĆ WYPCHNĄĆ Z KOLEJKI!!! ja tu stoję
w każdym razie ZDEHUMANIZOWANE traumatyczne przeżycie.
A tu babeczka na kasie nawija coś do klientki, że coś, a tamta że owszem... i trwa to już 3 minutę, a tu 3 osoby czekają i... nikt się nie wkurwia. Starszy siwowłosy skaut na emeryturze w swetrze, ale za to w krótkich spodenkach i obowiązkowych buciorach zapomniał spojrzeć w lustro i ma koguta na głowie... hola, tędy nie.
Ile razy dziennie ktoś spojrzy na was, uśmiechnie się wcale nie sztucznie, NIE SZTUCZNIE WCALE, i powie jeszcze do ciebie kochanie, (darling vs my love naprzemian) a raz nawet usłyszałem My Lord, albo mi się zdawało. Ale pewnym jest jedno, że w Leicester jacyś nieznajomi barmani mówili do mnie kumplu. Wymowa wschodniej centralnej anglii, czyli tu, gdzie mieszkam, jest no... charakterystyczna nawet w odczuciu reszty anglików. Jakoś tu mate - kumpel wymawiają w NIEZROZUMIAŁY ZUPEŁNIE SPOSÓB. miałem schizo na tym tle przez parę tygodni...
wciąż ktoś zupełnie obcy mnie zaczepiał na ulicy w bardzo pozytywnym celu, ale nie wiedziałem dlaczego nazywa mnie Mike...
bo przecież nie chce, abym coś zrobił Make
Co stawia POD WIELKIM ZNAKIEM ZAPYTANIA o czym on w ogóle mówi, skoro nie mam pewności nawet, czy zwraca się do mnie per Michał czy per Zrób...
mate (mejt) kumpel, ziomal, kolega z pracy.
ale oni tu to wymawiają jak pomiędzy Mike a Make. Zamiast "t" jest coś pośredniego, a przecież w zapisie fonetycznym nie ma znaku na dźwięk pośredni między "t" a "k". a da się to wyartykulować, to robią tu wszyscy cały czas. Moje zmagania z fonetyką wiejskiej rdzennej Anglii to była EPOPeja..
ale nagle, w 11-miesiącu upartego słuchania i rozmawiania, choćby trochę na siłę czasami, jakaś lampa katodowa albo inna dioda zaczęła świecić na czerwono i popłyną coraz to WYRAŹNIEJSZY, z każdym dniem pełniejszy przekaz. Bo ONI MNIE rozumieli zawsze. Ja mówię angielszczyzną, jakiej się nauczyłem w tych miejsach, gdzie uczą angielskiego, oraz wypróbowałem trochę na świecie. ALE NIE W ANGLII.
chodzi o coś innego.
Najlepiej powiedział to kiedyś Germaine, Hiszpan, który mieszkał w tym samym mieszkaniu:
W Hiszpanii jest nie do pomyślenia, żebyś szedł sobie ulicą i nagle jakiś nieznajomy powiedział ci Cześć! Hola, znamy się?
Bo jak tak, to amigo, a jak nie - to natręt. A tutaj ZUPEŁNIE ODWROTNIE.
Nieznajomi gadają do nieznajomych, na ulicy, na skwerku, w sklepie, pogawędkę z nieznjomym należy sobie chyba uciąć co najmniej 2 razy dziennie... Wnoszę ja mój cud-stół wyczajony za parę groszy na targu i w drzwi wąskie włożyć trudno, a tu się przchodzącą mamusia z dziecięciami już dorosłymi i tatusiem zgłasza z wesołym pozdrowieniem. Po czym radą piewszą.
Ja się okazało, bardzo sensowną. cheers.
to słowo poznałem dopiero tutaj. wcześniej dla mnie to był toast: na zdrowie.
Teraz wiem, że wszechobecne cheers jest znakiem tego, co jest najpiękniejsze w tym społeczeństwie.
Ogólnej życzliwości dla swoich bliźnich. Wszystkich. Pan Kot albo Pani Kotka może sobie iść (czasem się zdarza najporządniejszym) zataczającym się krokiem na poboczu jezdni a ciężarówki będą go staaaranie omijać. Nie ma przejechanych zwierząt. Wszyscy kochają zwierzęta. Na naszej hali żyją myszki, można je zobaczyć jak harcują jak się przyjdzie w sobotę na nieoczekiwaną zmianę o 5 rano. Największy pojeb angol-kibol roztkliwił się nad nimi, aż mi pokazywał, gdzie mają norkę, a gdzie biegają, i opowiadał z przejęciem, jak je już 6 dni karmi. swoimi kanapkami, oczywiście.
Jest to kraj niesamowicie wyłagocony. Czy prawidłowo utworzyłem imiesłów bierny od czasownika wyłagodzić?
SPRAWY nie toczą się tak ... trudno, jak w Polsce. Np. sprawy z urzędami, zwyczajowo załatwia się przez telefon. Zawsze, ZAWSZE miałem alergię, dostawałem reakcji wstrząsowej PRZED udaniem się do Urzędu PO ZAŚWIADCZENIE, wypis, ODPIS, kopię. 3,5 godziny nie moje.. może tylko bolesne 53 minuty...
w Anglii nie stosuje się ŻADNYCH ZAŚWIADCZEŃ.
wynika to z wrodzonej anglikom łatwowierności oraz prawdomówności. Każdy kontakt z urzędem jest nakierowany na to, aby obywatelowi to jak najbardziej ułatwić... w obiegu urzędowym TAK SAMO WAŻNE SĄ DANE, które OŚWIADCZYSZ ustnie, jak te poparte zaświdaczeniami.
Rozbudowany system świadczeń socjalnych- benefitów oparty jest głównie na oświadczeniach starającego się, nieraz głównie ustnych. Po czym płyną pienądze: że za mało zarabiam - tyle a tyle tygodniowo, że dofinanowanie mieszkaniowe, bo za mało zarabiam - tyle a tyle tygodniowo, a na dziecko - och, boże, może być ono nawet 1,5 tys. km stąd - w Polsce - też.
No i brali wszyscy, jak leci. 5 milinów rodzin w UK żyło z NIENALEŻNYCH benefitów. 7 osobowa rodzina z Somalii składała się z Ojca, Matki Somalijki i 5 dzieci. Jak łatwo zrozmieć NIKT NIE PRACOWAŁ. Dostawali co tydzień tyle w benefitach, że mieli dwupoziomowy apartament w centrum Londynu, z 50 calową plazmą, dwa auta sportowe... "milk the country" tak tutaj o tym mówią szczerze rozgoryczni Anglicy..., wydoić ten kraj.
To jest N I E S A M O W I T E B E Z P I E C Z E Ń S T W O
Anglia to domek dla lalek. Zero "spinki" (dzięki L.;), zero problemów...
od grilla do imprezy, zawsze na niezłej bani, do może by tak kogoś poznać.. porozmawiać o czymś interesującym... tak to widzą anglicy.
Zepsute dostatkiem i opiekuńczością państwa dzieci.
Tym właśnie są współcześni Anglicy.
I poza paroma nieodpowiedzialnymi z punktu widzenia społeczeństwa cechami, jak np. totalna nieumiejtność zarządzania pieniędzmi, są to bardzo emocjonalni, otwarci, szczerzy, autentycznie ludzie. dobrzy ludzie, z mnóstwem typowo ludzkich, ciepłych cech, z obfitością wręcz, od elementarnej sympatii wobec innego... wobec tego, co masz koło siebie. bradzo dziecinnej jakby sympatii może, ale cz to źle??
I tak osiągnąłem swój cel w chwili, kiedy wydawało mi się, że już wszystko stracone, i nie uda mi się napisać nic treściwego o Anglii, którą widzę.
a co dzień w pracy widzę coś takiego, co pozwala mi się oderwać od pierdół i po prostu pogapić się na piękno, ciepłe, promieniujące
]
Zostałem na over-time na 3 godziny, do drugiej. Jest lato i praca koło północy jest całkiem przyjemna, i zamiast marnować sobie weekend robieniem nadgodzin w sobotę, można podgonić po parę godzin w tygodniu, tak z 8-10 godzin więcej w skali tygodnia to niespodziewany zastrzyk kwoty 60-70 Ł dodatkowych, za które można sobie np. kupić napęd blue-ray. Albo przyzwoity rower. Ja wybieram opcję IMPREZOWĄ: na ten weekend jadę do Londynu.
Co gorsza, zrobiło się już Pół Po Trzeciej, a w samochodzie Waldka, który podrzuca mnie do domu, zostałem usilnie POPROSZONY, żebym nie był świnią, ale wstał jutro przed 9 rano i pojechał z nimi do Nottingham, kupować auto, jako tłumacz.
niezniszczalny ford mondeo, rocznik 99, już nowa linia nadwozia. silnik 1.8 benzyna, 80 tys mil przebiegu, przegląd na rok, podatek opłacony do września, 390 Ł. Prrzy nadgodzinach oszczędzasz w 2 tygodnie. Jeśli Ci to potrzebne.
Mnie nie jest to potrzebne, na razie. Mnie potrzebny jest ktoś do kochania, ktoś, kogo uśmiech sprawi, że mi się Zechce, zechce wstać rano, zechce zrobić to albo tamto, napisać to albo pokazać na filmie tamto. Ktoś, kogo w zachwycie zasypię tym, co w sobie najlepszego potrafię wykrzesać, i w czyich zachwyconych oczach zobaczę pełną afirmację. Ktoś, kto zupełnie naturalnie, z odruchowej wzajemności, będąc szczęśliwą będzie myśleć o tym, jak uczynić mnie szczęśliwym.
To takie proste, niektórzy powiedzieliby: banalne. Mimo tej prostoty, jakoś tego nie ma.
Dziwne. zawsze było. kiedyś, wiele lat temu. Ktoś powiedział, 3 kobieta mojego życia, 3 z którą byłem 5 lat, Gośka powiedziała: nie ma większej tortury, niż najpierw coś komuś pokazać, że może być tak cudownie, coś komuś dać, a potem mu to zabrać.
Ja to zrobiłem jej. Potem, w jakiś sposób, moje życie potoczyło się tak, że to właśnie przydarzyło się mnie.
nic więcej mówić nie trzeba
ps. jest 5.40, po jaką cholerę jescze nie śpię tylko słucham Jarreta i rozmawiam z ludźmi... "PostDaten mistakes'" taki token mi dało... przeterminowane pomyłki, już nie ma tych spraw a ty ciągle.. martel, głupku, ocknij się, to, w co wierzysz, to może i racja, może i piękne, a może i chuj - chore sentymenty i ucieczka w krainę idealną faceta, którego życie zjechało już na tyle, że szuka sobie.. wymówek, dla swojego zmęczenia zbyt intesywnie przeżywanym życiem
z wczesnego dzieciństwa pamiętam tylko te chwile, koło 11 w południe, kiedy zostawaliśmy sami w mieszkaniu. Dziadek zabierał się wtedy za ostrzenie noży,albo przetykanie szybra, albo inne fachowe sprawy. Towarzyszyłem mu, stałem tuż za nim, z językiem na brodzie.
mój dziadek był "w ułanach". Był szalony, był tam i śram, nieźle pojeździł swoim ferrari w latach 30-tych ---- AŻ NAGLE KONIEC.
wojna.
stepowanie niemieckiej pietruszki na rosyjskiej marchewce...
/how do you like it?/
dziadek, 100% Ormianin polski z Podola, posiadał nie wiedzieć czemu Wybitnie Semicki Nos. Choć Ormianie/Armenia są wręcz kolebką cywilizacji Aryjskiej, NOS ŻYDOWSKI mu los przeznaczył i biedny dziadzio Stefan większość OKUPACJI starał się raczej nie wychoczić. Dwa domy dalej starał się nie wychodzić Szewach Weiss, przewodniczący parlamentu izraelskiego i ambasador w Polsce. A potem to była Apokalipsa i Gehenna, i wszystko, WSZYSTKO mojego dziadzia Stefana przepadło.
Zawierucha światowa, czyli Przesiedlenia ludności rzuciły go z rodziną ze złotego Borysławia, gdzie stać go było na dwa auta, kucharkę i kierowcę, do Przemyśla, gdzie był urzędnikiem w firmie spedycjnej Hartwig i ledwo wybłagał w magistracie mieszkanie z kwaterunku. Na surowym korzeniu, poza tym, co się zmieściło na jednej ciężarówce przywiezionej tam zza góry, już Z INNEGO KRAJU, z sowietów, z moją chorą na tyfus mamą. Potem to była kapitulacja, słuchanie potejemne Radia Wolna Europa bum-bum-bum tak się zaczynało. Strach był bardziej zaraźliwy niź tyfus mojej babci.
Bardzo mnie kochał, mówił do mnie "synuś". I opowiadał mi o walkach z Armią Konną Budionnego, kiedy sam był w brygadzie kawaleryskiej, kiedy z Piłsudskim zajęli Kijów i kiedy spod niego wracali z szybkością 160 km na dobę, pod warunkiem, że śpi się 3 godziny. I jak "ZASPAĆ" ozncza obudzić się z ruskim sołdatem właśnie podrzynajacym ci gardło.
tak. takie rzeczy, kiedy UCIEKŁ Z DOMU z cyganami w wieku lat 11-tu czy coś, jeździł pociągami po Cesarstwie Austro-Węgierskim, od Lwowa do Pragi, od Krakowa przez Wiedeń Budapeszt do perły Adriatyku Dubrownika. Bo jego tato był naczelnikiem kolei ck węzła Lwów, więc z całą rodziną miał bilet bezpłatnej jazdy wszędzie. W wieku przedszkolnym nie mogłem tego w pełni recepować. Mogłem?
Dość, że jego los splątał się z moim, i on uznał to i docenił 35 lat temu, a ja zrozumiałem do końca dopiero teraz.
Dlaczego pewnej niedzieli, gdy golił się w piżamie nad zlewem brzytwą, zakradłem się znienacka i ugryzłem go w dupę? Dlaczego, tej nocy, gdy umarł, przyśnił mi się, zabrał ze sobą na spacer, opowiadał długo i szczegółowo, po czym ucałował i wyściskał jakby to co najmniej jakaś okazja była... choć fakt: pożegnanie.
szkoda że jestem już tak zmęczony, Stefciowi należy się znacznie więcej, niż drobna wzmianka. Może to przez niego dostałem w genach jazdę konną i robienie szablą?
albo Muzę Dalekich Podróży?
Chcieliście kiedyś sprawdzić, Co jest po Drugiej Stronie Tęczy?
jest tam kociołek bogactw, którymi jest niekoniecznie złoto, ale np. spełnienie marzeń, ale na kociołku siedzi sobie taki skrzat, którego musisz przechytrzyć.
staram się. obserwuję niebiosa w poszukiwaniu tęczy. nie mam pojęcia jak przygotować się na spotkanie ze skrzatem.
Załóż darmowy blog, swoje opowiadanie na blogu e-blogi.pl. Twoje blogi, opowiadania zupełnie za darmo zamieścimy wśród tysięcy innych blogów. Darmowe, ciekawe, fajne blogi. Najciekawsze pamiętniki, opowiadania internetowe. Twoje opowiadanie czy blog w naszym serwisie gwarantuje Ci zaistnienie w sieci. Części samochodoweOgłoszenia matrymonialne