|
Kiedy nieoczekiwanie zostałem biskupem...
2012-02-23
najlepiej wypowiem się słowami pana Jana Hartmana - Śniło mi się, że znalazłem się w pałacu biskupim, pośród złota i purpury. Niby że miałem ciąć gałęzie w parku przy pałacu (trudniłem się takimi rzeczami w czasach taternickiej młodości), ale już w następnej scenie awansowałem na samego biskupa. Księża i zakonnice kłaniali mi się w pas, a tego, co mówili, wywnioskowałem, że jestem przewodniczącym Konferencji Episkopatu Polski. Musiała spłynąć na mnie w tym śnie jakaś szczególna łaska, bo nagle z libertyna, masona i ateisty stałem się chrześcijaninem. Począłem więc działać, jak mi moja religia i jej etyka nakazywała. Przejęty losem nienarodzonych natychmiast zorganizowałem konferencję, na której poprosiłem specjalistów o informacje na temat sposobów efektywnego zmniejszania liczby dokonywanych aborcji. W szczególności interesowało mnie pytanie, czy prawo zakazujące aborcji faktycznie pomaga ograniczyć liczbę takich zabiegów, czy może wręcz przeciwnie. Ponadto w wąskim gronie swoich zaufanych współpracowników otworzyłem dyskusję na temat zagrożenia aborcją w nieformalnych związkach księży. Bardzo troskałem się tym, czy przypadkiem kobiety żyjące z księżmi i zachodzące z nimi w ciążę nie znajdują się pod jakąś presją aborcyjną, czy otrzymują należytą pomoc i opiekę, czy może zdarza się, że decydują się na przerwanie ciąży z powodu fatalnej sytuacji życiowej, w której się znalazły. W tym pięknym, etycznym śnie ogromnie bolałem nad mnożącymi się informacjami na temat malwersacji wokół procedur zwrotu majątków odebranych Kościołowi przez władze komunistyczne. Szczególnym wzburzeniem przejmowały mnie te przypadki, w których za łapówkę zdobywano zaniżone wyceny gruntów, a jeszcze bardziej proceder wielokrotnego przedstawiania tych samych roszczeń i wielokrotnego pobierania odszkodowań z tego samego tytułu. Natychmiast wydałem oświadczenie, w którym zadeklarowałem wobec władz RP pełną współpracę w prowadzonych śledztwach, zachęcając prokuratorów, by nie wahali się, z obawy przed skandalem, wzywać na przesłuchania nawet najwyższych kościelnych hierarchów. Postawiłem sprawę jasno: Kościół nie będzie krył przestępców i jednoznacznie potępia wszelkie kryminalne nadużycia, których dopuszczono się w procesie odzyskiwania utraconego mienia kościelnego. Na specjalnie zwołanej konferencji prasowej powiedziałem: „Być może nie warto o tym wspominać, bo przecież jest to rzecz oczywista dla każdego przyzwoitego człowieka, niemiej jednak dla uniknięcia wszelkich nieporozumień pragnę zapewnić, że jeśli potwierdzą się informacje, iż Kościół wszedł w posiadanie jakichkolwiek dóbr albo środków finansowych z naruszeniem prawa, bezzwłocznie zwróci je prawowitym właścicielom”. Chwilę później widziałem się na spotkaniu z prezydentem, któremu składałem wyrazy wdzięczności za ogromne przywileje i wielkie kwoty, które szerokim strumieniem płyną z kas państwowych na rzecz Kościoła. W serdecznej rozmowie ustaliliśmy, że finanse Kościoła powinny być o wiele bardziej przejrzyste zarówno dla wiernych, jak i dla państwa oraz samorządów, które Kościół tak hojnie wspierają. Powiedziałem również, że odczuwam dyskomfort z racji niepłacenia przez biskupów podatku dochodowego. Jako Polak i patriota chciałbym płacić podatki, tak jak wszyscy Polacy. Obiecaliśmy sobie wzajem podjęcie prac nad nowelizacją ustaw regulujących stosunki finansowe między państwem i Kościołem, aby były one bardziej transparentne, zgodne ze standardami państwa prawa i nie stwarzały pola do nadużyć. W moim śnie mogłoby zdarzyć się jeszcze bardzo wiele cudów, lecz niestety wszystkie je zniweczył budzik... - to był tylko sen. Martin Luter King też miał sen... cały świat wciąż może posłuchać z archiwalnych nagrań jak mówi: "miałem sen, że ludzie nie będą dzieleni ze względu na to, jak wyglądają... I proszę, sen Martina dużo jednak zmienił w jego kraju. Życzę sobie żeby w moim kraju też dużo się zmieniło, ŻYCZĘ SOBIE i będę Wymagał, kiedy przyjdzie pora na mój głos. I nie będę miał litości, bo Kościół to nie ONI, ale to również JA I MY. A jeśli ONI kłamią i krętaczą, to powinni odpowiedzieć za to WEDŁUG WIARY W IMIENIU KTÓREJ RZEKOMO TO ROBIĄ. I to wydrę z nich choćby mieli przez moje pytania popaść w depresję albo nawet się stoczyć i przystać do innej manipulatorskiej mafii. Skomentuj [3]
Miłość - ciekawe spojrzenie na nią znalazłem w Wiki 2012-02-21
Konstruktywiści uważają, że psycholodzy ewolucyjni po prostu mitologizują miłość erotyczną. W świetle teorii konstruktywistycznych miłość tak jak rozumieją ją Europejczycy i Amerykanie, istnieje jedynie w zachodniej rzeczywistości społecznej (dla wielu mieszkańcow naszej planety jest ona po prostu obca) - to charakterystyczny „konstrukt” społeczny, ukształtowany w długiej historii kultury euroamerykańskiej, instytucja społeczna spełniająca pewne cele społeczne – to społeczna iluzja, swoista utopia konsumpcyjna i współczesna postreligia[15]. W myśl konstruktywizmu nie ma innej rzeczywistości niż kulturowa i w związku z tym nie ma innej miłości od tej, która jest produktem społeczeństwa. W myśl konstruktywistycznych teorii miłości, uczucie to nie jest niczym więcej, jak tylko społecznym scenariuszem, iluzją misternie utkaną po to, by podtrzymać strukturę społeczną w „należytym porządku”, rytuałem i wdrukowanym w umysły schematem poprawnego postępowania w zakresie fizycznej reprodukcji. Miłość w wersji europejskiej jest fenomenem w świecie wyjątkowym i niespotykanym nigdzie tam, gdzie nie ma telewizorów i rozwiniętego kapitalizmu, narzucających Europejczykom społecznie uzgodniony scenariusz postępowania w seksie. Miłość wydaje się jedyną rzeczą prawdziwie mistyczną w kulturze ponowoczesnej, w której wszystko już stało się nudne, bo zdemistyfikowane. Miłość jest tak „niezwykła”, „pasjonująca”, „metafizyczna” i „nie da się jej wyrazić słowami” dlatego, że taki jej scenariusz akurat obowiązuje. Taką właśnie miłością karmi się Hollywoodzki film, i repertuar pop-szansonistek, które gdyby miłosny mit nie istniał nie miały by o czym śpiewać. Taka właśnie miłość ukazuje najpełniej swoje współczesne konsumpcyjne i kiczowate oblicze w Święto Zakochanych (Dzień Świętego Walentego). Nieprzewidywalność i ekstatyczność miłości erotycznej nie jest tak nieprzewidywalna, ani tak ekstatyczna jak się ludziom wydaje. Przeciwnie w pełni poddaje się kontroli społecznej i społecznym regułom, jest symbolicznym kodem komunikacji, co powoduje, że jest przez to funkcjonalna – służy wyraźnie określonym celom społecznym. Musi być wszechogarniająca i nieprzezwyciężalna, niczym siły nadprzyrodzone, aby jednostki czuły się zmuszone do założenia „podstawowej komórki społecznej” i płodzenia potomstwa zgodnie z panującymi w danej kulturze wzorcami. Musi być taka, aby ci, którzy kochają nie mieli innego wyjścia aby ich wybory seksualne były społecznie przewidywalne. Społeczeństwo w drodze internalizacji uczy postaw i wartości, tego jak taka nieprzewidywalność miłości ma w praktyce wyglądać. Innymi słowy miłość romantyczna to ukształtowana w procesie historycznym „fanaberia” kultury euroamerykańskiej. Kulturowej genezy miłości erotycznej dowodzi choćby jej historyczna zmienność. Korzenie współczesnej postaci miłości erotycznej sięgają daleko w przeszłość i prowadzą na Półwysep Arabski gdzie muzułmańscy Beduini na długo przed Europejczykami sławili rozkosze miłości w swych pieśniach. Ich obyczaje cechowała daleko posunięta tolerancja dla swobody seksualnej, co poskutkowało tym, że w tej swobodnej atmosferze narodziła się idea, wedle której dwoje ludzi może tak kochać siebie nawzajem, iż przestaje ich obchodzić cały świat[16]. Prosto i na temat. Wydaje mi się, że ten tekst PRZYZNAJE, że istnieje MOCNO ODCZUWALNE TAKIE ZJAWISKO jak Miłość, ale swoją formą ten tekst usiłuje to pomniejszyć, RELATYWIZUJĄC, pokazując, że niby w innych kulturach i innych czasach nie było czegoś takiego jak miłość. A jakoś nienawiść była, miłość do dzieci, do rodziców, radość, żal, współczucie, strach, gniew, życzliwość. To było zawsze i wszędzie, ale jakoś miłość jest wymysłem znudzonych i podnieconych nieróbstwem i gorącym klimatem Arabów oraz europejskich trubadurów i błędnych rycerzy. Otóż tak nie jest. Miłość istnieje fizycznie i zawsze jako taka jest odczuwana przez tych, którzy ją odczuwają. I generalnie jest to bardziej FUNKCJA OSOBOWOŚCI, która jest na tyle dojrzała, że wybiera miłość a nie nienawiść i sympatię a nie niechęć, a nie jakiegoś "zjawiska" społecznego. moim zdaniem oczywiście a dziś na śniadanie 2012-02-14
może jajka na bekonie z tostem, maliny z jogurtem, kawa? może być?
a ponieważ są Walentynki, to sobie nie żałujmy
miłego dnia 14 lutego wszystkim nam życzę :) zatrzymajmy ACTA, tu nie chodzi o prawa autorskie, tu chodzi o Wolność dzielenia się tym, co się posiada,a więc Podstawę 2012-01-31
kopiuję to, co napisałem na swoim facebooku: "Nie zgadzam się, aby odbierano nam wolność wymiany czegokolwiek, czym chcemy się dzielić z innymi. Dajemy, pożyczamy, udostępniamy nasze książki, płyty, obrazy i ubrania w intencji nie tyle dzielenia się przedmiotami, a raczej IDEAMI. I nikt NIGDY, w całej historii ludzkości, w żadnym państwie, nie ośmielił się tego zabronić, jak próbują teraz. Ustwa ACTA jest SPRZECZNA z podstawowymi prawami człowieka i oraz z Dobrem Powszechnym i jako zamach na wolność komunikowania się MUSI zostać zwalczona. A Ci, którzy dla paru judaszowych srebrników usiłują je wprowadzić, powinni zostać zapamiętani i rozliczeni - za ignorancję idei prawa, za działanie przeciwko podstawowym wolnościom istoty ludzkiej i za próbę wprowadzenia tego w sposób niedemokratyczny i BEZPRAWNY. Najpierw zatrzymajmy ACTA a potem zapytajmy szczury matrixa, czy mieli świadomość wagi tego, co zrobili. Bo jeśli nie, to znaczy, że z tak malutkim rozumkiem w żadnym razie nie powinni decydować o sprawach dotyczących milionów ludzi... ja podpisałem". Jeśli uważasz, tak jak ja, że ACTA, które zezwala na posłanie Cię do więzienia na kilka lat za to, że wysłałeś swojemu przyjacielowi twoją ulubioną płytę przez internet, jest USTAWĄ GODZĄCĄ W PODSTAWOWE PRAWA CZŁOWIEKA, TWOJE PRAWA DZIELENIA SIĘ TYM, CO MASZ, to podpisz, tak jak ja podpisałem. I wyślj to innym. Dziękuję. Zawsze byliśmy LUDŹMI i nie pozwólmy, żeby jacyś sługusi mamony (pieniędzy) ograniczali nasze najbardziej podstawowe prawa, w dodatku bez naszej wiedzy i zgody. NIE MA ZGODY. WKOPIEMY ICH W ZIEMIĘ, NIECH SPIERDALAJĄ Z POSADEK ZA 15 TYS. MIESIĘCZNIE, NIECH ZAMIATAJĄ ULICE, to też potrzebna praca i przy niej można wiele zrozumieć o prawach człowieka. petycja znajduje się pod tym adresem: http://www.avaaz.org/en/eu_save_the_internet_spread/ Raport WHO o marihuanie - polskie tłumaczenie 2012-01-21
Pełne polskie tłumaczenie raportu Światowej Organizacji Zdrowia - jednego z największych i najbardziej aktualnych opracowań naukowych na temat skutków używania marihuany. W grudniu 1997 wydano długo oczekiwany, pierwszy od 15 lat raport Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) Organizacji Narodów Zjednoczonych dotyczący marihuany. Skandal wybuchł, gdy brytyjski periodyk naukowy "New Scientist" ujawnił w swym numerze z lutego 1998 fakt zatajenia jednego z rozdziałów tego dokumentu. W ocenzurowanym rozdziale autorzy - troje wiodących badaczy uzależnień - porównują naukowo udokumentowane zagrożenia płynące z używania marihuany z zagrożeniami, jakie niesie ze sobą stosowanie narkotyków legalnych, czyli alkoholu i nikotyny, oraz nielegalnych - opiatów. Posługując się suchym językiem faktów wykazują, że tam, gdzie ryzyko istnieje, jest ono w rzeczywistości o wiele poważniejsze w przypadku obydwu legalnych narkotyków. Raport zdemaskował podwójne standardy stosowane w debacie narkotykowej; zdaniem osoby dobrze poinformowanej, na którą powołuje się New Scientist, niektórzy członkowie szefostwa WHO "wpadli w szał" po przeczytaniu tego dokumentu. Przeciwnikami raportu byli szef WHO Nakajima (który odszedł na emeryturę w czerwcu 1998 roku) oraz dyrektor wydziału narkotyków dr Yoshida. ... Podejście do problemu
Ponieważ żadna postać ludzkiej aktywności nie jest całkowicie wolna od ryzyka, zagrożenia związane z używaniem konopi ocenić można jedynie drogą ich porównania z ryzykiem, jakie niosą ze sobą inne podobne działania. Najbardziej oczywistym porównaniem, jakie się tu nasuwa, jest porównanie z zagrożeniami związanymi z używaniem innych podstawowych narkotyków "rozrywkowych" świata zachodniego, a mianowicie alkoholu i tytoniu. W raporcie porównujemy konopie także z opiatami, co pozwala zestawić ryzyko używania konopi z niekorzystnymi następstwami narkotyku, który mimo niewielkiej skali zażywania postrzegany jest jako jedno z głównych zagrożeń publicznych. Dokonując tych porównań nie chcemy wykazywać wyższości jednego narkotyku nad innymi. Z jednej strony mamy tu sporą grupę ludzi starszych, przeciwników konopi, których używanie tego środka niepokoi nieporównywalnie bardziej niż spożywanie alkoholu. Z drugiej strony młodsi amatorzy konopi negują istnienie jakichkolwiek niekorzystnych następstw używania tego środka, mimo iż odurza on jak alkohol i pali się go jak tytoń. Kolejny powód, dla którego przeprowadzamy nasze porównania, to zależność wielu naszych wniosków co do prawdopodobnych niekorzystnych następstw używania konopi od analogii pomiędzy skutkami używania alkoholu, konopi i tytoniu. Raport WHO o marihuanie - rozdział II (..) Bezpośredni wpływ "rozrywkowych" dawek konopi na sprawność kierowcy, badany w laboratoryjnych symulatorach i na typowych trasach, przypomina wpływ alkoholu w dawkach prowadzących do zawartości tego środka we krwi na poziomie 0.07% - 0.10% (Hansteen, Miller, Lonero, Reid i Jones, 1976; Peck i in., 1986; Smiley, 1986). ]Motywacja u dorosłych Niektóre spośród osób regularnie używających konopi wspominają utratę ambicji i niższą wydajność w nauce i pracy jako niekorzystne skutki zażywania środka (np. Hendin i in., 1987), zaś osoby, które zaprzestały używania konopi podają niekiedy zmniejszenie wydajności w pracy jako powód rzucenia nałogu (Jones, 1984). <> "Tym niemniej wątpliwe jest, by używanie konopi powodowało charakterystyczny zespół amotywacyjny. Rozsądniej byłoby zapewne traktować objawy osłabionej motywacji jako skutek chronicznego odurzenia konopiami, niż tworzyć tu zupełnie nowy zespół chorobowy." Uszkodzenia mózgu Bardzo sugestywne dane badawcze wskazują, że używanie dużych dawek konopi może przyspieszać wystąpienie schizofrenii u osób podatnych na zapadnięcie na tą chorobę (Andreasson i in., 1987; Schneier i Siris, 1987; Thornicroft, 1990). Związek ten nadal jednak pozostaje w sferze sugestii. W jedynych bowiem przeprowadzonych dotąd badaniach (Andreasson i in., 1987) faktu używania konopi nie udokumentowano w chwili stawiania diagnozy; istnieje możliwość, iż używanie konopi łączyło się z braniem amfetaminy; i wreszcie pozostaje niejasne, czy badacze w sposób wiarygodny odróżniali schizofrenię od ostrych psychoz to jest WYBIÓRCZY SKRÓT raportu WHO World Health Organization, chyba najbardziej Naukowej organizacji dotyczącej zdrowia na Ziemi. Bez wątpienia wpływ THC na mózg coś zmienia. Tu TYLKO mówimy, co na GORSZE. Otóż na gorsze też, ale tyle, co kolejna tabliczka czekolady, kolejna kawa czy herbata. Czy to nie Bóg stworzył specjalne receptory w mózgu ludzi które dostowowane są tylko i wyłącznie do odbioru cząsteczek cztero- hydro - kanabinolu? Te fragmenty naszego mózgu są z nami od dzieciństwa i czekają tylko, aż pierwszy raz wchłoniemy bodzieć, który przecież rośnie koło nas... czy to nie dziwne, że jesteśmy zaprogramowani genetycznie na przyjmowanie THC? a jesteśmy!! jesteśmy do chuja!!! mózg ma to przewidziane w swojej strukturze, mózg POTZEBUJE TEGO!! a na alko i nikotynę to nie ma specjalnych organów... nie ma i już. ZAKAZAĆ WÓDY I PIWA I FAJEK TO ŚMIERĆ I NIENATURALNA!! ja sam palę już od 25 lat, bardzo nieregularnie, jeszcze nigdy się nie pofatygowałem kupić, zadzwonić, nigdy nie byłem w ogółe uzależniony nawet tak jak od ostatniej fajki czy kawy rano. ale zawsze się cieszę, kiedy mam i skręcam, i piszę wtedy notki pełne radości i nieraz też sensu, tu, tu i teraz, na e-blogach. Jak niektórzy po szampanie. dziękuję, teraz przeklejam pełny raport WHO z 1997 roku. Raport WHO o marihuanie - rozdział I Podejście do problemu Niepokój, jaki budzi zagrożenie dla zdrowia publicznego związane z używaniem konopi w wielu rozwiniętych krajach, wydaje się na pozór uzasadniony. Po pierwsze, w krajach takich konopi używa się powszechnie, a wśród zażywających ten środek przeważa młodzież w okresie dojrzewania oraz młode osoby dorosłe. Po drugie, konopie są środkiem odurzającym - jak alkohol - który pali się podobnie jak tytoń, zasadne jest zatem przypuszczenie, że łączą one w sobie co najmniej niektóre spośród niekorzystnych następstw zdrowotnych obu tych środków, w znacznym stopniu wpływających na stan zdrowia publicznego. Wpływ używania konopi na zdrowie jednostki i społeczeństwa trudno jest ocenić w sposób jednoznaczny. Pierwszą grupą przeszkód na drodze do takiej oceny są trudności w ustaleniu związku przyczynowo-skutkowego pomiędzy faktem używania konopi a przypisywanymi temu środkowi niekorzystnymi skutkami zdrowotnymi i psychologicznymi. Druga grupa przeszkód dotyczy kwantyfikacji powagi zagrożeń związanych z używaniem konopi dla poszczególnych osób używających tego środka oraz dla szerszej społeczności. Wreszcie grupa trzecia to trudności związane z analizą porównawczą takich zagrożeń. Ponieważ żadna postać ludzkiej aktywności nie jest całkowicie wolna od ryzyka, zagrożenia związane z używaniem konopi ocenić można jedynie drogą ich porównania z ryzykiem, jakie niosą ze sobą inne podobne działania. Najbardziej oczywistym porównaniem, jakie się tu nasuwa, jest porównanie z zagrożeniami związanymi z używaniem innych podstawowych narkotyków "rozrywkowych" świata zachodniego, a mianowicie alkoholu i tytoniu. W raporcie porównujemy konopie także z opiatami, co pozwala zestawić ryzyko używania konopi z niekorzystnymi następstwami narkotyku, który mimo niewielkiej skali zażywania postrzegany jest jako jedno z głównych zagrożeń publicznych. Dokonując tych porównań nie chcemy wykazywać wyższości jednego narkotyku nad innymi. Naszym celem jest minimalizacja podwójnych standardów, jakimi przy ocenie zdrowotnych następstw używania konopi posługują się wszyscy uczestnicy debaty na temat statusu prawnego tego środka, a więc zarówno przeciwnicy, jak i zwolennicy jego legalizacji. Z jednej strony mamy tu sporą grupę ludzi starszych, przeciwników konopi, których używanie tego środka niepokoi nieporównywalnie bardziej niż spożywanie alkoholu. Z drugiej strony młodsi amatorzy konopi negują istnienie jakichkolwiek niekorzystnych następstw używania tego środka, mimo iż odurza on jak alkohol i pali się go jak tytoń. Kolejny powód, dla którego przeprowadzamy nasze porównania, to zależność wielu naszych wniosków co do prawdopodobnych niekorzystnych następstw używania konopi od analogii pomiędzy skutkami używania alkoholu, konopi i tytoniu. Czynnikiem, jaki komplikuje ocenę porównawczą, jest sposób zażywania środka. W dzisiejszych rozwiniętych społeczeństwach zarówno konopie, jak i tytoń zażywa się przede wszystkim paląc, a więc wdychając dym wytwarzany przez tlącą się mieszankę zawierającą narkotyk. Co się tyczy opiatów, w celach leczniczych podaje się je doustnie bądź drogą wstrzykiwania, zaś w celach innych niż medyczne - przede wszystkim drogą wstrzykiwania, wciągania do nosa lub palenia. Alkohol przyjmuje się doustnie, w połączeniu z szeregiem innych substancji. Sposób przyjmowania danego środka może z czasem ulegać zmianom w konkretnym społeczeństwie: na przykład pod koniec XIX wieku w Ameryce Północnej tytoń przede wszystkim żuto lub wdychano, obecnie zaś pojawiają się dowody na stopniowe przechodzenie od wstrzykiwania heroiny do jej palenia. W naszej analizie koncentrujemy się na sposobach zażywania dominujących w społeczeństwach rozwiniętych, należy jednakże pamiętać, że zmiana tych sposobów może w poważnym stopniu zmienić rozmiary i rodzaj niekorzystnych następstw zażywania danego środka. W szczególności tyczy się to konopi i tytoniu, gdzie najpoważniejsze problemy zdrowotne wiążą się z paleniem jako sposobem ich zażywania. Oto jakie podejście do powyższych kwestii zastosowaliśmy w niniejszym raporcie. Po pierwsze ustaliliśmy najbardziej prawdopodobny związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy używaniem konopi a konkretnymi następstwami zdrowotnymi. Posłużyliśmy się przy tym standardowymi kryteriami oceny dowodów dla związków przyczynowych, chociaż musieliśmy przy tym obniżyć nieco wymagania co do pewności dowodu, co umożliwiło wyciągnięcie pewnych wniosków tymczasowych. Po drugie, staraliśmy się w miarę możliwości kwantyfikować rozmiary zagrożenia dla zdrowia jednostki i społeczeństwa w zakresie każdego z niekorzystnych następstw zdrowotnych, jakie zasadnie przypisać można używaniu konopi. Usiłowaliśmy oszacować względne prawdopodobieństwo ryzyka dla zdrowia oraz dominację danego sposobu używania środka. Po trzecie, wyniki tej analizy porównaliśmy z najbardziej wiarygodnymi danymi szacunkowymi co do umieralności i zapadalności na choroby w wyniku używania alkoholu, opiatów i tytoniu. Zaczęliśmy tu od porównań o charakterze jakościowym, polegających na wskazaniu, czy dane niekorzystne dla zdrowia skutki przypisywane konopiom można także przypisać alkoholowi, nikotynie i opiatom. Dalej omawiamy prawdopodobne zagrożenia związane z używaniem konopi w aspekcie ilościowym, porównując je z ryzykiem, jakie niesie ze sobą spożywanie alkoholu bądź zażywanie nikotyny; przytaczamy też nieco bezpośrednich dowodów porównawczych w postaci następstw opisywanych przez osoby używające tych środków. Dokonując powyższych trojakich porównań opieraliśmy się na danych epidemiologicznych dotyczących zdrowotnych i psychologicznych następstw używania konopi; dane te opierają się głównie na badaniach prowadzonych w krajach anglojęzycznych, w tym przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych. Kraje o długiej tradycji intensywnego używania konopi nie są niestety dostatecznie reprezentowane w literaturze naukowej. Przewaga amerykańskich badań zdrowotnych następstw używania konopi odzwierciedla zaniepokojenie społeczeństwa wzrostem popularności tego środka wśród młodzieży i młodych osób dorosłych w USA na przestrzeni ostatnich dziesięcioleci; zaniepokojenie to przełożyło się na finansowanie epidemiologicznych badań zdrowotnych i następstw psychologicznych używania konopi. Prowadzenie takich badań w krajach rozwijających się powinno uzyskać pozycję priorytetową, tam zwłaszcza, gdzie istnieje długa tradycja stosowania tego środka oraz występuje jego bardzo wysokie spożycie wśród pewnych grup ludności. W tych właśnie grupach najbardziej prawdopodobne jest wystąpienie ewentualnych niekorzystnych następstw zdrowotnych i psychologicznych związanych z chronicznym zażywaniem bardzo dużych dawek omawianego środka. Nasze porównania następstw zdrowotnych ograniczają się ponadto w znacznym stopniu do wpływu na zdrowie osób zażywających dany środek. Niewiele mówimy o wpływie używania konopi na zdrowie i pomyślność osób trzecich, które środka tego nie używają. Tego rodzaju pośrednie następstwa zdrowotne nie doczekały się szerszego zbadania; nieliczne wyjątki stanowią tu badania dotyczące wypadków drogowych oraz przemocy w powiązaniu z alkoholem oraz biernego palenia w przypadku tytoniu. Kwestie te zasługują być może na uwagę większą od tej, jaką im dotąd poświęcano; z uwagi na brak niezbędnych danych nie mogliśmy jednak zająć się nimi w niniejszym raporcie. Raport WHO o marihuanie - rozdział II Prawdopodobne skutki używania konopi Ostre (bezpośrednie) następstwa zdrowotne i psychologiczne Bezpośrednia toksyczność konopi jest bardzo niska. W literaturze medycznej nie spotykamy potwierdzonych przypadków śmierci w wyniku zatrucia konopiami. Badania na zwierzętach wskazują, iż dawka THC powodująca 50-procentową umieralność u gryzoni jest nieporównywalnie wyższa niż w przypadku innych powszechnie używanych środków farmaceutycznych i używek. Ponadto dawka śmiertelna jest tym wyższa, im wyższy poziom rozwoju filogenetycznego, co przez ekstrapolację sugeruje, że w przypadku ludzi śmiertelną dawkę niełatwo byłoby przyjąć paląc konopie czy też zażywając je doustnie (Grinspoon i Bakalar, 1993; Rosencrantz, 1983). Skutki dysforyczne Najczęstszym nieprzyjemnym bezpośrednim skutkiem psychologicznym używania konopi jest lęk, powodujący niekiedy przykre stany depresyjne (Tart, 1970; Weil, 1970). O tego rodzaju efektach donoszą najczęściej niedoświadczeni użytkownicy, nie znający działania konopi, a także osoby, którym podano THC doustnie w celach leczniczych. U użytkowników bardziej doświadczonych efekt taki może niekiedy pojawiać się po przyjęciu dawki THC znacznie wyższej niż zamierzona. Skutkom tym można najczęściej zapobiegać odpowiednio informując użytkowników o rodzaju następstw, jakich mogą się spodziewać; można też radzić sobie z tymi skutkami oferując użytkownikom pokrzepienie i wsparcie (Weil, 1970). Wypadki drogowe Główne potencjalne zagrożenia zdrowotne bezpośrednio związane z używaniem konopi wynikają z wpływu tego środka na sprawność poznawczą i psychomotoryczną. Odurzenie powoduje zależne od przyjętej dawki upośledzenie wielu funkcji poznawczych i behawioralnych, od których zależy sprawne wykonywanie czynności takich, jak np. prowadzenie samochodu lub obsługa maszyn. Obejmuje to: wydłużony czas reakcji i przetwarzania informacji, upośledzenie koordynacji percepcyjno-ruchowej oraz sprawności motorycznej, osłabienie pamięci krótkoterminowej, odbioru sygnałów i zdolności podążania wytyczoną trasą, oraz wydłużenie czasu percepcji (Chait i Pierri, 1992). Negatywny wpływ konopi na sprawność psychomotoryczną niemal zawsze zależy od przyjętej dawki (Chait i Pierri, 1992). Skutki użycia środka są zasadniczo mocniejsze, szersze i trwalsze w przypadku czynności wymagających dłuższego napięcia uwagi. Bezpośredni wpływ "rozrywkowych" dawek konopi na sprawność kierowcy, badany w laboratoryjnych symulatorach i na typowych trasach, przypomina wpływ alkoholu w dawkach prowadzących do zawartości tego środka we krwi na poziomie 0.07% - 0.10% (Hansteen, Miller, Lonero, Reid i Jones, 1976; Peck i in., 1986; Smiley, 1986). Podczas gdy konopie osłabiają sprawność kierowców w warunkach laboratoryjnych i symulowanych, trudno jest odnieść rozmiary tego upośledzenia do zwiększonego ryzyka wypadku drogowego. Badacze wpływu konopi na sprawność kierowcy w warunkach naturalnych odkryli co najwyżej niewielki poziom upośledzenia (np. Sutton, 1983). Osoby odurzone konopiami jadą wolniej, lepiej bowiem zdają sobie sprawę z własnego upośledzenia psychomotorycznego niż osoby odurzone alkoholem, które zasadniczo skłonne są do szybszej jazdy (Smiley, 1986). Żadne z kontrolowanych badań epidemiologicznych nie dowiodły większego zagrożenia wypadkami drogowymi u osób używających konopi. Szwedzkie badania umieralności, prowadzone przez 15 lat wśród poborowych, wykazały zwiększone ryzyko przedwczesnego zgonu u mężczyzn, którzy przed osiągnięciem 18 roku życia palili konopie co najmniej 50 razy. Główną przyczyną tego wzrostu było wyższe prawdopodobieństwo śmierci gwałtownej, w tym śmierci w wypadku drogowym (26%) oraz w wyniku innych wypadków jak utopienie czy upadek z wysokości (7%). Zwiększone ryzyko znikało jednakże po zastosowaniu wieloczynnikowej analizy statystycznej zmiennych zaciemniających, jak używanie alkoholu czy innych środków odurzających (Andreasson i Allebeck, 1990). Wpływ konopi na wypadki drogowe pozostanie najpewniej niejasny z uwagi na trudności w prowadzeniu i interpretowaniu badań przypadków (patrz rozdział napisany przez Smileya w tym tomie). Zawartość kannabinoidów we krwi nie dowodzi jeszcze, że dany kierowca czy pieszy był odurzony konopiami w momencie wypadku, a ponadto wielu kierowców, u których stwierdza się kannabinoidy we krwi, jest w chwili wypadku także pod wpływem alkoholu (Smiley, 1986). Prowadzenie po użyciu środka jest niebezpieczne także z uwagi na czynniki inne niż sprawność psychomotoryczna. Na pierwsze miejsce wysuwa się tu gotowość do podejmowania ryzyka, która - jak sugerują dostępne dane - bywa mniejsza w przypadku odurzenia konopiami w przeciwieństwie do stanu odurzenia alkoholem, który znacznie zwiększa gotowość do ryzykowania (Smiley, 1986). Następstwa zdrowotne chronicznego używania konopi System odpornościowy Istnieją dość spójne dowody na to, że THC może powodować zmiany komórkowe, np. zmieniać metabolizm komórkowy i syntezę DNA in vitro (Bloch, 1983). Jeszcze mocniejsze dowody wskazują na mutagenne działanie in vitro dymu z palonych konopi, co oznacza, że może on być rakotwórczy z tych samych powodów, co dym tytoniowy (Leuchtenberger, 1983). Mamy także dość spójne dowody na to, że kannabinoidy upośledzają funkcjonowanie systemu odpornościowego u gryzoni na poziomie tak komórkowym, jak i humoralnym (Munson i Fehr, 1983). Zmiany te obniżają odporność na zakażenia bakteryjne i wirusowe. Dowiedziono też, że nie-kannabinoidalne składniki dymu z palonych konopi upośledzają funkcjonowanie makrofagów komórkowych, czyli pierwszej linii obrony w płucach człowieka (Munson i Fehr, 1983). Znaczenie tych odkryć dla zdrowia nie jest jasne: dawki konieczne dla wywołania takich skutków są często bardzo wysokie, zaś problem ekstrapolacji skutków takich dawek na dawki używane przez ludzi dodatkowo komplikuje możliwość wytworzenia tolerancji na niekorzystne następstwa dla systemu odpornościowego (Hollister, 1992). Co więcej, nieliczne doświadczalne i kliniczne dowody wpływu konopi na system odpornościowy człowieka nie są jednoznaczne: niewielka liczba wczesnych badań, które sugerowały istnienie niekorzystnych następstw, nie doczekała się potwierdzenia w badaniach późniejszych (Munson i Fehr, 1983; Hollister, 1992). Obecnie nie dysponujemy jednoznacznymi dowodami na to, że spożywanie kannabinoidów przyczynia się do dysfunkcji układu odpornościowego u człowieka, wyrażającej się zmniejszoną liczbą lub upośledzonym działaniem T-limfocytów, B-limfocytów lub makrofagów, albo też zmniejszonym poziomem immunoglobuliny. Niepewne jest także kliniczne i biologiczne znaczenie takiego potencjalnego upośledzenia odporności u osób chronicznie używających konopi. Do chwili obecnej nie przedstawiono dowodów epidemiologicznych w postaci wyższej zachorowalności wśród osób chronicznie używających dużych ilości konopi. Jedne badania dużej grupy homoseksualistów - nosicieli wirusa HIV wskazują, iż regularne używanie konopi nie zwiększa ryzyka rozwinięcia się pełnoobjawowego AIDS (Kaslow i in., 1989). Biorąc pod uwagę długość okresu intensywnego używania konopi przez młode osoby dorosłe w społeczeństwach zachodnich, z braku epidemii chorób zakaźnych wynika niewielkie prawdopodobieństwo, by palenie konopi w poważniejszy sposób upośledzało system immunologiczny. Trudniej jest wykluczyć ewentualność, że chroniczne używanie dużych dawek konopi powoduje niewielkie osłabienie odporności. Następstwa takie prowadziłyby do niewielkiego wzrostu zachorowalności na typowe choroby bakteryjne i wirusowe u osób chronicznie używających konopi, co miałoby znaczenie dla zdrowia publicznego z uwagi na wzrost wydatków na służbę zdrowia oraz mniejszą wydajność młodych osób dorosłych, którzy używają konopi w największych dawkach. Niedawne badania epidemiologiczne przeprowadzone przez Polena i innych (1993), gdzie porównywano zakres korzystania z usług medycznych przez osoby niepalące i regularnych palaczy konopi (lecz nie tytoniu), dostarczają pierwszych sugestii co do zwiększonego ryzyka zachorowania na choroby układu oddechowego u palaczy konopi. Pozostaje to jednak w dziedzinie sugestii, w badaniach nie wprowadzono bowiem rozróżnienia na zakaźne i niezakaźne choroby układu oddechowego. Układ sercowo-naczyniowy Nadal obowiązuje wniosek sformułowany przez Institute of Medicine w 1982 roku: że mianowicie palenie marihuany "powoduje typowe dla wysiłku zmiany w obrębie serca i krążenia ... [jednakże] nie ma dowodów na to ... że wywiera to trwały szkodliwy wpływ na zdrowy układ sercowo-naczyniowy ..." (str. 72). Wpływ konopi na układ sercowo-naczyniowy może być mniej łagodny u osób cierpiących na nadciśnienie, choroby mózgowo-naczyniowe oraz chorobę wieńcową, u których marihuana powoduje zagrożenie drogą intensyfikacji pracy serca (Aronow i Cassidy, 1974, 1975). Układ oddechowy Chroniczne palenie dużych ilości konopi upośledza funkcjonowanie dużych dróg oddechowych i prawdopodobnie wywołuje objawy chronicznego bronchitu w postaci kaszlu, odkrztuszania plwociny oraz krótkiego oddechu (Bloom i in., 1987; Huber i in., 1988; Tashkin i in., 1988a, 1990). Dobrze udokumentowane jest niekorzystne działanie dymu tytoniowego, którego skład jest bardzo podobny do dymu z palonych konopi pod względem jakościowym (Tashkin, 1993; Wu i in., 1988). Jak dotąd niewiele jest jeszcze dowodów bezpośrednich (Huber i in., 1988), mamy jednak pewne wskazówki, że chroniczne palenie konopi może powodować w tkance płucnej zmiany histopatologiczne w rodzaju zmian, które poprzedzają powstanie raka płuc (Fligiel i in., 1988). W mniej odległych czasach obawy dotyczące raka płuc wzrosły pod wpływem serii doniesień o przypadkach nowotworów dróg oddechowo-pokarmowych u młodych osób dorosłych z historią intensywnego używania konopi (np. Caplan i Brigham, 1989; Donald, 1991; Taylor, 1988). Choć doniesienia te nie dostarczają przekonywujących dowodów - nie były kontrolowane, zaś wielu pacjentów równolegle używało alkoholu i tytoniu - niewątpliwie dają jednakże podstawy do obaw, gdyż tego rodzaju nowotwory rzadko występują u osób poniżej 60 roku życia, choćby nawet osoby te paliły tytoń i piły alkohol (Tashkin, 1993). Palenie konopi może wiązać się z bezpośrednim ryzykiem dla osób cierpiących na choroby układu oddechowego, na przykład na astmę. Coraz więcej dowodów wskazuje na powiązanie palenia tytoniu i astmy oraz objawów astmatycznych. Potencjalny niekorzystny wpływ konopi na układ oddechowy ogranicza się do palenia jako sposobu przyjmowania tego środka; wpływ taki jest niemożliwy w przypadku zażywania konopi doustnie. Wpływ na układ rozrodczy Chroniczne używanie konopi prawdopodobnie zaburza funkcjonowanie męskiego i żeńskiego układu rozrodczego u zwierząt, ograniczając wydzielanie testosteronu, produkcję nasienia oraz ruchliwość i żywotność plemników u samców, jak również zaburzając cykl owulacyjny u samic (Bloch, 1983; Institute of Medicine, 1982). Nie jest pewne, czy konopie powodują te same skutki u ludzi: literatura dotycząca mężczyzn jest skąpa i dostarcza niespójnych danych (Mendelson i Mello, 1984), zaś wpływu konopi na kobiety nie badano (Hollister, 1986). Niepewne jest także kliniczne znaczenie takich skutków u normalnych, zdrowych młodych mężczyzn. Niekorzystne następstwa mogą okazać się poważniejsze u dorastających chłopców oraz u dorosłych mężczyzn o płodności osłabionej z innych powodów. Palenie konopi w czasie ciąży prawdopodobnie upośledza rozwój płodu (Gibson i in., 1983; Hatch and Bracken, 1986; Tennes i in., 1985; Zuckerman i in., 1989), prowadząc do zmniejszenia wagi urodzeniowej (Abel, 1985). Może to być wynikiem krócej trwającej ciąży, a powodujący to mechanizm jest prawdopodobnie identyczny jak w przypadku palenia papierosów - niedotlenienie płodu. Nie jest pewne, czy używanie konopi podczas ciąży powoduje niewielki wzrost ryzyka uszkodzeń płodu spowodowanych jego narażeniem na działanie tego środka w życiu płodowym. Pewne dowody takiego działania uzyskano w badaniach na zwierzętach, choć dotyczyły one na ogół bardzo dużych dawek podawanych do przewodu pokarmowego (Abel, 1985). Nieliczne badania na ludziach dały w większości wyniki zerowe (Gibson i in., 1983; Hatch i Bracken, 1986; Hingson i in., 1982; Zuckerman i in., 1989). Niewiele mamy dowodów na to, że używanie konopi może powodować u któregokolwiek z rodziców anomalie chromosomalne lub genetyczne, jakie mogłyby zostać przekazane potomstwu. Istniejące dane z badań na zwierzętach oraz in vitro sugerują, iż dym z palonych konopi ma silniejsze właściwości mutagenne niż THC, przy czym właściwości te mogą najpewniej prowadzić raczej do wzrostu ryzyka zachorowania na raka, niż do przekazywania wad genetycznych dziecku (Bloch, 1983; Hollister, 1986). Sugestywne dowody wskazują, że noworodki narażone w życiu płodowych na działanie konopi mogą doświadczać następstw tego faktu w zakresie zachowania i rozwoju w ciągu pierwszych kilku miesięcy po urodzeniu (np. Fried 1985, 1989). Kilka kontrolowanych badań przypadków sugeruje istnienie zwiększonego ryzyka zachorowania na pewne nowotwory dziecięce (a mianowicie astrocytomas i białaczka) u dzieci kobiet, które używały konopi podczas ciąży (Kuitjen i in., 1990; Robison i in., 1989). Możliwe następstwa zdrowotne zanieczyszczeń konopi Z uwagi na nielegalność konopi, ich uprawa, zbiory i rozprowadzanie nie podlegają mechanizmom kontroli jakości, co zapewniłoby konsumentom wiarygodny i bezpieczny produkt. W krajach rozwijających się - jak np. w Kenii - dobrze rozumie się fakt, że nielegalna produkcja alkoholu może prowadzić do jego zanieczyszczenia toksycznymi produktami ubocznymi lub podróbkami, które mogą prowadzić do śmierci lub poważnego uszczerbku na zdrowiu konsumentów. To samo jest być może prawdą w odniesieniu do nielegalnych narkotyków w rodzaju opiatów, kokainy i amfetaminy w społeczeństwach rozwiniętych. Nie ma dowodów podobnych następstw zdrowotnych w przypadku konopi, choć wyraża się obawy co do możliwych niekorzystnych skutków używania konopi zanieczyszczonych środkami chwastobójczymi (jak paraquat), stosowanymi do walki z nielegalnymi plantacjami konopi w USA w latach siedemdziesiątych. Obawy te okazały się bezpodstawne (Hollister, 1986). Obawiano się także mikrobiologicznych zanieczyszczeń liści konopi, lecz - poza niewielką liczbą opisów przypadków - nie przedstawiono poważniejszych dowodów niekorzystnego wpływu takich zanieczyszczeń na zdrowie osób biorących konopie (Hollister, 1986). Psychologiczne następstwa chronicznego używania konopi Motywacja u dorosłych Jedna z głównych obaw co do psychologicznych następstw chronicznego używania dużych dawek konopi dotyczy ich niekorzystnego wpływu na motywację u dorosłych. Dowody na istnienie "zespołu amotywacyjnego" u dorosłych to przede wszystkim opisy przypadków i doniesienia z obserwacji (np. Kolansky i Moore, 1971; Millman i Sbriglio, 1986). Nieliczne terenowe i laboratoryjne badania kontrolowane nie dostarczyły przekonywających dowodów istnienia takiego zespołu (Dornbush, 1974; Negrete, 1983; Hollister, 1986). Wartość dowodowa badań terenowych jest ograniczona z uwagi na niewielkie rozmiary badanych prób oraz ich skąpą charakterystykę socjodemograficzną; co się tyczy badań laboratoryjnych, wartość ich umniejsza krótki okres zażywania środka, młody wiek i doskonały stan zdrowia ochotników, oraz niewysokie wymagania stawiane im w warunkach laboratoryjnych (Cohen, 1982). Niektóre spośród osób regularnie używających konopi wspominają utratę ambicji i niższą wydajność w nauce i pracy jako niekorzystne skutki zażywania środka (np. Hendin i in., 1987), zaś osoby, które zaprzestały używania konopi podają niekiedy zmniejszenie wydajności w pracy jako powód rzucenia nałogu (Jones, 1984). Tym niemniej wątpliwe jest, by używanie konopi powodowało charakterystyczny zespół amotywacyjny. Rozsądniej byłoby zapewne traktować objawy osłabionej motywacji jako skutek chronicznego odurzenia konopiami, niż tworzyć tu zupełnie nowy zespół chorobowy. Okres dojrzewania W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych w Stanach Zjednoczonych używanie konopi zdawało się prowadzić do wzrostu ryzyka przerwania nauki szkolnej oraz braku stabilności zawodowej w pierwszych latach dorosłości (Newcombe i Bentler, 1988). Pozorna siła tego związku w badaniach przekrojowych (np. Kandel, 1984) została przeceniona, gdyż dorastająca młodzież o największych skłonnościach do używania konopi ma jeszcze przed pierwszym kontaktem z tym środkiem niższe aspiracje edukacyjne i gorsze wyniki szkolne od swych nie używających konopi kolegów (Newcombe i Bentler, 1988). Możliwe jest, że za takie pozorne związki przyczynowe odpowiadają czynniki inne niż używanie marihuany. Nie licząc występującego już wcześniej nonkonformizmu, tego rodzaju niekorzystny wpływ zażywania konopi oraz innych środków na dojrzewanie - jeśli w ogóle istnieje - może narastać kaskadowo przez pierwsze lata dorosłości, określając wybór zawodu, wysokość zarobków, wybór partnera życiowego oraz jakość życia osoby używającej takich środków oraz jej dzieci. Głównym wynikiem badań konsekwencji młodzieńczego używania konopi dla życia dorosłego było dostarczenie mocnych dowodów na istnienie pewnych wzorców inicjacji wśród amerykańskich nastolatków lat siedemdziesiątych, gdzie używanie konopi poprzedzało kontakt z "twardszymi" narkotykami w postaci środków pobudzających czy pochodnych opium (Kandel i in., 1984; Donovan i Jessor, 1983; Yamaguchi i Kandel, 1984 a, b). Znaczenie przyczynowe takiego wzorca inicjacji jest kontrowersyjne. Hipoteza mówiąca, iż przejście do kolejnych narkotyków jest bezpośrednim efektem używania konopi, jest najmniej przekonywująca. Więcej przemawia za dwiema innymi hipotezami, które zresztą nie wykluczają się wzajemnie. Pierwsza z nich mówi, że mamy tu do czynienia z selektywnym doborem do grona używających konopi wśród nonkonformistycznie nastawionej dojrzewającej młodzieży o skłonnościach do zażywania także i innych środków nielegalnych. Zgodnie z drugą hipotezą, z chwilą dołączenia do grupy używających konopi społeczne interakcje z innymi biorącymi rówieśnikami oraz kontakt z innymi narkotykami podczas zakupu konopi na czarnym rynku zwiększają sposobność spróbowania także i tego rodzaju innych środków (Baumrind, 1983; Goode, 1974; Kandel, 1988). Zespół uzależnienia Zespół uzależnienia od konopi opisany w DSM-IV (American Psychiatric Association, 1994) może wystąpić u osób chronicznie biorących duże dawki tego środka. Mocne dowody doświadczalne wskazują, że u osób takich może wytworzyć się tolerancja na subiektywne oraz sercowo-naczyniowe skutki zażywania. Sugestywne dane dowodzą też, że niekiedy może wystąpić zespół odstawienia jako reakcja na nagłe zaprzestanie używania konopi, choć zespół ma przebieg znacznie łagodniejszy i mnie wyraźny, niż w przypadku odstawienia alkoholu bądź opiatów (Compton, Dewey i Martin, 1990; Jones i Benowitz, 1976). DSM-IV stwierdza, że "objawy ewentualnego zespołu odstawienia konopi (np. drażliwość lub stany lękowe, którym towarzyszą zmiany fizyczne w rodzaju drżenia kończyn, wzmożonej potliwości, nudności i zaburzeń snu) opisywano w powiązaniu z używaniem bardzo dużych dawek, lecz ich znaczenie kliniczne jest niepewne." (American Psychiatric Association, 1994:215). Istnieją kliniczne i epidemiologiczne dowody na to, że u osób biorących duże dawki konopi mogą pojawić się problemy z kontrolowaniem ilości zażywanego środka; osoby takie mogą też trwać przy swym nałogu pomimo niekorzystnych osobistych konsekwencji jego używania (Jones, 1984; Roffman i in., 1988; Weller i in., 1984). Ograniczone dane kliniczne sugerują podobieństwo zespołu uzależnienia od konopi do nałogu alkoholowego (Kosten i in., 1987). Jak dowodzą epidemiologiczne badania nad rozpowszechnieniem uzależnienia od narkotyków w całej populacji (np. Anthony i Helzer, 1991), uzależnienie od konopi - w postaci zgodnej z definicjami zawartymi w podręcznikach diagnostyki - jest jedną z najbardziej rozpowszechnionych form uzależnienia od narkotyków w społeczeństwach zachodnich, a to z uwagi na ogromną popularność tego środka. Z drugiej strony stosunkowo niewiele osób biorących podejmuje leczenie dla uwolnienia się od tego nałogu (American Psychiatric Association, 1994: 220-221). Skutki poznawcze Waga zgromadzonych dowodów sugeruje, że nawet długotrwałe używanie dużych dawek konopi nie powoduje poważnego czy też silnego upośledzenia funkcji poznawczych (Carter i in., 1980; Fehr i Kalant, 1983b, Rubin i Comitas, 1975; Wert i Raulin, 1986). Gdyby tak było, fakt ten zdołano by już wykryć w badaniach. Istnieją jednak pewne dowody kliniczne i eksperymentalne na to, że długotrwałe używanie konopi może prowadzić do bardziej subtelnego upośledzenia wyższych funkcji poznawczych - pamięci, uwagi i organizacji, jak również integracji złożonych informacji (Page i in., 1988; Solowij i in., 1991, 1992, 1993, patrz też rozdział Solowija w tej pracy). Choć ledwo uchwytne, upośledzenie to może mieć niekorzystny wpływ na codzienne funkcjonowanie, zwłaszcza w przypadku osób, których praca zawodowa wymaga dużej sprawności poznawczej. Dowody sugerują, że im dłuższy okres używania konopi, tym lepiej zaznacza się upośledzenie poznawcze (Solowij i in., 1992, 1993). Nie wiadomo jeszcze, czy upośledzenie to może cofnąć się po dłuższym okresie abstynencji. Uszkodzenia mózgu Podejrzenie, iż chroniczne używanie dużych dawek konopi może powodować poważne uszkodzenia strukturalne mózgu, wywołane zostało jednymi słabo kontrolowanymi badaniami, które przeprowadzono przy użyciu przestarzałej metody badawczej. Autorzy donosili o występowaniu powiększenia komór mózgowych u osób używających konopi (Campbell i in., 1971). Wynikowi temu nadano szeroki i bezkrytyczny rozgłos. Od tamtej pory żadne z wielu lepiej kontrolowanych badań prowadzonych przy użyciu nowocześniejszych metod nie potwierdziły występowania strukturalnych zmian w mózgu u osób od dawna biorących duże dawki konopi (np. Co i in., 1977; Kuehnle i in., 1977). Te negatywne wyniki zgadzają się z dowodami na to, że jakikolwiek wpływ chronicznego używania konopi na sferę poznawczą może być wyłącznie subtelny, jest zatem mało prawdopodobne, by prowadził do poważnych zmian strukturalnych w mózgu. Poważne zaburzenia psychiczne Sugestywne dowody wskazują, iż duże dawki THC mogą wywołać ostrą psychozę z przewagą objawów takich, jak splątanie, amnezja, złudzenia, halucynacje, lęki, pobudzenie i hipomania. Dane te uzyskano w laboratoryjnych badaniach nad działaniem THC na normalnych ochotników, oraz w trakcie klinicznej obserwacji objawów psychotycznych u osób biorących duże dawki konopi, przy czym objawy te ustępują natychmiast po zaprzestaniu przyjmowania środka (Bernardson i Gunne, 1972; Chopra i Smith, 1974; Edwards, 1976). Mniej danych znaleźć można na poparcie hipotezy, iż używanie konopi może wywołać ostrą czy też chroniczną psychozę funkcjonalną (Thornicroft, 1990). Tego rodzaju ewentualności trudno jest badać z uwagi na rzadkość występowania takich psychoz oraz praktyczną niemożność ich odróżnienia od schizofrenii i psychoz maniakalno-depresyjnych występujących u osób, które skądinąd używają konopi (Ghodse, 1986). Więcej dowodów wskazuje, iż używanie konopi może mieć niekorzystny wpływ na rozwój schizofrenii u osób cierpiących na tą chorobę, które nie zaprzestaną używania tego środka (Cleghorn i in., 1991; Jablensky i in., 1991; Martinez-Arevalo i in., 1994). Bardzo sugestywne dane badawcze wskazują, że używanie dużych dawek konopi może przyspieszać wystąpienie schizofrenii u osób podatnych na zapadnięcie na tą chorobę (Andreasson i in., 1987; Schneier i Siris, 1987; Thornicroft, 1990). Związek ten nadal jednak pozostaje w sferze sugestii. W jedynych bowiem przeprowadzonych dotąd badaniach (Andreasson i in., 1987) faktu używania konopi nie udokumentowano w chwili stawiania diagnozy; istnieje możliwość, iż używanie konopi łączyło się z braniem amfetaminy; i wreszcie pozostaje niejasne, czy badacze w sposób wiarygodny odróżniali schizofrenię od ostrych psychoz wywołanych konopiami lub innymi środkami (Negrete, 1989; Thornicroft, 1990). Raport WHO o marihuanie - rozdział IIIJakościowe porównanie zagrożeń zdrowotnych związanych z zażywaniem alkoholu, konopi, nikotyny i opioidówPrzydatnym sposobem na oszacowanie ryzyka zdrowotnego wywołanego przez konopie jest ocena tego ryzyka w porównaniu z innymi szeroko rozpowszechnionymi używkami, takimi jak alkohol lub tytoń (ARF/WHP, 1981). Celem takiego porównania jest zastosowanie ujednoliconego standardu przy podejmowaniu społecznych decyzji o kontroli i regulacji używania konopi. W rozwiniętych społeczeństwach konopie, podobnie jak tytoń, są najczęściej palone oraz, podobnie jak alkohol, używane ze względu odurzające i euforyczne efekty (choć mogą być też stosowane w bardziej praktycznych celach, jak np. ułatwianie ciężkiej pracy fizycznej, w krajach rozwijających się). Opiaty natomiast stanowią grupę niedozwolonych środków farmakologicznych, która może być przydatna w porównawczej ocenie szkodliwości konopi, ponieważ ta kategoria leków ma odstraszającą, choć nie zawsze zasłużoną opinię bycia poważnym zagrożeniem dla zdrowia młodych ludzi. Niemedyczne używanie opiatów jest umotywowane początkowo przede wszystkim chęcią doświadczenia euforii lub uśmierzenia bólu. Podejmując się jakościowego porównania ominęliśmy konieczność przeglądu rozległej literatury o efektach zdrowotnych używania alkoholu i tytoniu, opierając się na poniższych autorytetach jako gwarantach naszych twierdzeń: Anderson i in. (1993); Holman i in. (1988) kompendium o efektach zdrowotnych używania alkoholu i tytoniu; Institute Of Medicine (1987); International Agency for Research into Cancer (1990); Roselle i in. (1993); i Royal College of Physicians (1987). Z powodu braku miarodajnego współczesnego przeglądu efektów zdrowotnych używania opioidów jako klasy używek, aby określić efekty zdrowotne ich używania, konieczny był wgląd w różne źródła naukowe. Do opisu efektów farmakologicznych użyto ogólnych tekstów i przeglądów farmakologicznych (np. Belkin i Gold, 1991; Jacobs i Fehr, 1987; Duggan i North, 1983). Ponadto informacje o chronicznych efektach zdrowotnych i konsekwencjach społecznych używania nielegalnych opiatów (wstrzykiwanych bądź nie wstrzykiwanych) i metadonu były cytowane z kilku obszernych badań nad osobami używającymi opioidów (np. Vaillant, 1973; O'Donnell, 1969; Maddux i Desmond, 1981; Simpson, Joe, Lehman i Sells, 1986; Joe i Simpson, 1987; 1990). Badania te najczęściej dotyczą populacji będącej w kontakcie z centrami leczenia uzależnień, a nie reprezentatywnej grupy użytkowników. Efekty bezpośrednie Alkohol Główne ryzyko związane z używaniem konopi jest zbliżone do ryzyka związanego z odurzeniem alkoholowym. Po pierwsze, obie używki wywołują osłabienie reakcji psychomotorycznych i funkcji poznawczych, a szczególnie pamięci i planowania. Osłabienie wywołane alkoholem zwiększa ryzyko różnego rodzaju wypadków, a także prawdopodobieństwo wystąpienia ryzykownych zachowań, takich jak niebezpieczna jazda samochodem i seks bez zabezpieczenia. Mimo, że odurzenie konopiami zwiększa ryzyko wypadku w niebezpiecznych sytuacjach, nie wiadomo, do jakiego stopnia sprzyja ryzykownym zachowaniom. Różnice pomiędzy odurzeniem alkoholem a konopiami wydają się tkwić w tym, czy wypadki są wynikiem zamierzonych, czy przypadkowych sytuacji. Odurzenie alkoholem jest ściśle związane z agresywnym i gwałtownym zachowaniem. Związek ten jest złożony, natura i zakres efektów picia alkoholu pozostają sporne, jeśli chodzi o jednostkowego pijącego (Pernanen, 1991; Martin, 1993; Pohorecky, Brick i Milgram, 1993). Istnieją natomiast przekonywujące dowody przyczynowo-skutkowe, że zmiany w stopniu konsumpcji alkoholu wpływają na liczbę przypadków brutalnych przestępstw, przynajmniej w niektórych społeczeństwach (Room, 1983; Lenke, 1990; Cook i Moore, 1993). Coraz więcej jest też dowodów wskazujących na to, że alkohol może być przyczyną samobójstw (Edwards i in., w druku). Niewiele wskazuje na przyczynowy związek użycia konopi z agresją lub przemocą, przynajmniej we współczesnych, rozwiniętych społeczeństwach. Po drugie, dowiedziono, że znaczne ilości alkoholu wypite podczas ciąży mogą wywołać zespół alkoholowy u płodu. Sugestywne, ale dalekie od rozstrzygających dowody wskazują, że zażywanie konopi podczas ciąży może także negatywnie wpływać na rozwój płodu. Wyraźny odpowiednik zespołu alkoholowego nie został w przypadku konopi ustalony. Po trzecie, istnieje poważne ryzyko zdrowotne użycia alkoholu, nie mające miejsca w przypadku konopi. W dużych dawkach alkohol może powodować śmierć przez uduszenie, zatrucie alkoholowe, zawał serca. Nie stwierdzono przypadku śmierci z przedawkowania konopi, a przybliżona dawka śmiertelna u człowieka, ekstrapolowana na podstawie badań nad zwierzętami, jest tak wysoka, że nie może być przyjęta przez używających rekreacyjnie. Tytoń Najpoważniejsze ryzyko zdrowotne, jakie niosą ze sobą konopie i tytoń, to drażniący wpływ dymu na układ oddechowy i pobudzające efekty, zarówno THC jak i nikotyny, na układ krążenia. Oba rodzaje efektów mogą być szkodliwe dla osób z chorobami układu krążenia i oddechowego. W przypadku obu używek, wpływ na układ oddechowy nie ma miejsca, jeśli sposób przyjmowania jest inny niż wdychanie. Opioidy Niektóre z opioidów mają wspólny z alkoholem i konopiami efekt odurzający, chociaż efekt uspokajający jest bardziej wyraźny. Jednorazowe dawki heroiny powodują euforię u wielu użytkowników, chociaż inne opioidy, jak np. metadon, nie wywołują tych efektów u osób o większej tolerancji. Intensywność euforii jest uwarunkowana również sposobem przyjmowania. Podobnie jak z konopiami, niedoświadczeni użytkownicy mówią o nieprzyjemnych odczuciach podczas przyjmowania opioidów - głównie chodzi o nudności i niepokój (dysforia). Wszystkie opioidy to substancje osłabiające aktywność ośrodkowego układu nerwowego i jako takie mogą obniżyć stan świadomości i powodować sen. Brak wyczerpującej literatury dotyczącej wpływu opiatów na jazdę samochodem i inne wymagające precyzji czynności. Zwykła dawka u osoby z wyrobioną tolerancją może wywołać niewielkie osłabienie reakcji psychomotorycznych lub funkcji poznawczych. Użytkownik heroiny osiągnąwszy fazę "letargu" nie jest w stanie kierować samochodem, ale też z pewnością nie będzie miał zbyt wielkich do tego skłonności. Podobnie jak w przypadku konopi, niewiele jest bezpośrednich dowodów epidemiologicznych wskazujących na wypadki wywołane opiatami. W jednym z badań, opartym na teście laboratoryjnym stwierdzającym różnice wynikające ze spożycia alkoholu, wykazano, że zdolności wymagane do prowadzenia pojazdów u osób przyjmujących stałe dawki metadonu nie uległy upośledzeniu (Chesher, Lemon, Gomal i Murphy, 1989). O ile nie ma ryzyka przedawkowania konopi, użycie nielegalnych opioidów niesie ze sobą realne niebezpieczeństwo przedawkowania. Większe dawki większości opioidów spowalniają oddychanie, obniżają ciśnienie krwi i w efekcie prowadzą do zatrzymania oddechu. Ryzyko przedawkowania zwiększa łączenie opioidów z alkoholem lub innymi narkotykami, a także, jak można sądzić, zróżnicowana jakość opiatów otrzymanych nielegalnie. Opioidy, podobnie jak konopie, powodują w pewnym stopniu obniżenie poziomu hormonów. Efekt ten nie musi powodować niepłodności kobiet i mężczyzn zażywających opioidy przez dłuższy okres (Belkin i Gold, 1991; Duggan i North, 1983; Martin i Martin, 1980). Podobnie jak tytoń, alkohol i konopie, opiaty są kojarzone z poronieniem, śmiercią płodu i małą wagą noworodków. Nie ma ścisłego związku między zidentyfikowanymi defektami płodu wywołanych przez opioidy, które odpowiadałyby zespołowi alkoholowemu płodu. Chociaż niedożywienie i poziom opieki przedporodowej wyraźnie zwiększają ryzyko negatywnych efektów u kobiety ciężarnej uzależnionej od narkotyków, odkryto, że nawet metadon wpływa na wyższe wskaźniki powikłań w czasie ciąży. Metadon i inne przyjmowane doustnie opioidy powodują śmierć płodów i małą wagę noworodków u zwierząt laboratoryjnych (Martin i Martin, 1980; Caviston, 1987; Woody i O'Brien, 1991). Efekty chroniczne Alkohol Istnieją liczne niebezpieczeństwa stałego przyjmowania alkoholu, z których niektóre pojawiają się również przy chronicznym używaniu konopi. Po pierwsze, ciągłe używanie którejkolwiek z używek zwiększa ryzyko rozwinięcia się uzależnienia, które utrudnia użytkownikom kontrolę, bądź wycofanie się z używania danej substancji. Istnieją znaczące na to dowody w przypadku alkoholu, a także - do pewnego stopnia - konopi. Główna różnica polega na tym, że po zaprzestaniu przyjmowania konopi brak objawów abstynencyjnych lub są one nieznaczne, podczas gdy gwałtowne zaprzestanie picia alkoholu u głęboko uzależnionych wywołuje wyraźnie określony zespół abstynencyjny, który może potencjalnie spowodować skutek śmiertelny. Po drugie, istnieją poważne dowody kliniczne, że częste nadmierne picie alkoholu może wywołać objawy psychotyczne i psychozy u niektórych jednostek podczas jednorazowego odurzenia lub w czasie wychodzenia z nałogu u uzależnionych. Istnieją kliniczne dowody, że stałe przyjmowanie konopi w dużych dawkach może wywołać psychozę toksyczną. Prowadzone badania epidemiologiczne sugerują, że stałe przyjmowanie konopi może przyspieszyć rozwój schizofrenii u podatnych jednostek, to jest tych z osobistymi lub rodzinnymi zaburzeniami psychicznymi. Istnieją dowody, że stałe przyjmowanie konopi może pogłębić przebieg schizofrenii. Po trzecie, potwierdzono, że nałogowe, nadmierne picie alkoholu prowadzi pośrednio do uszkodzenia mózgu - zespołu Wernicke-Korsakova - z objawami poważnego uszkodzenia pamięci i osłabionej zdolności do planowania i organizacji. W razie kontynuacji nadmiernego picia i niedoboru witamin mogą wystąpić ciężkie nieodwracalne uszkodzenia funkcji poznawczych. Istnieją powody aby wnioskować, że stałe przyjmowanie konopi nie wywołuje porównywalnego uszkodzenia tych funkcji. Są dowody, że chroniczne przyjmowanie konopi może wywołać łagodne osłabienia funkcji poznawczych, które mogą być odwracalne lub nie po ich odstawieniu. Po czwarte, istnieją przekonywujące dowody, że według panujących przekonań alkohol pity w dużych ilościach zwykle pogarsza sprawność zawodową u dorosłych i możliwości uczenia się u dorastającej młodzieży. Istnieją przypuszczenia, że nałogowe użycie konopi wywołuje podobne, aczkolwiek bardziej łagodne osłabienie zdolności uczenia się i sprawności zawodowej. Po piąte, potwierdzono, że chroniczne, nadmierne picie alkoholu zwiększa ryzyko przedwczesnej śmierci w wypadkach, samobójstwach i aktach przemocy. Nie ma porównywalnych dowodów jeśli chodzi o chroniczne użycie konopi, chociaż jest możliwe, że uzależnieni użytkownicy, którzy często kierują pojazdem w czasie odurzenia, mogą być bardziej narażeni na obrażenia i śmierć w wyniku wypadku. Po szóste, powszechnie przyjmuje się, że alkohol może być jedną z przyczyn raka gardła u mężczyzn i kobiet. Istnieją przypuszczenia, że bridget jones cz 2. w pogoni za rozumem 2012-01-20
bridget, która incognito ukrywa się pod imieniem Amandy Firth, mojej współmieszkanki, przedwczoraj w nocy Rozstała się ze Swoim Partnerem! Krzyków i szlochów było co niemiara, nawet przez ścianę, już zasypiając o 3 w nocy słyszałem. Wrzaski. Śmiechy. Szlochy. Łomot kroków na schodach kogoś, kto wychodzi szybko i gwałtownie. Następnego dnia Sid nie pojawił się w ogóle. Przynajmniej między 12 a 13.30 kiedy wyszedłem do pracy, nie zarejstrowałem odgłosów obecności Sida. Jak wróciłem, o 23.30 wciąż go nie było a Mandzia wyglądała w swoim szlafroczku na niepocieszoną. Szlafroczek nosił na sobie ślady niezliczonych zjedzonych chrupek, w jej pokoju napierdalał telewizor a Mandziocha (Amanda - Manda, Jacqueline zauważyła ten skrót) wyjmowała z zamrażarki kolejny gotowy posiłek: dajmy na to tackę makaronu z sosem bologneese i kawałkami wołowiny, do mikrofali, jak zwykle. Pogadałem z nią, bo myślałem, że te wczorajsze Wrzaski i tupoty na schodach oznaczają jakiś Problem, o którym Mandzia chciałaby się wygadać komuś, a przecież ja lubię rozmawiać z ludźmi. Nic się dowiedziałem, choć rozmowa trwała z 15 minut i dowiedziałem się, jak się kształtuje struktura wypłat w Anglii, że ona w Morrisonie nie zarabia ani odrobiny więcej ode mnie, czyli najniższą krajową, biedne 225 funtów tygodniowo. NIe muszę ślinić się do pracy na kasie w markecie, godzin jest wprawdzie mniej, 30 a nie 45 jak u mnie, ale ja mogę przyjść do pracy rozczochrany z czerwonymi oczami i pachnący piwem a ona nie. Ja zjadłem swoją przepyszną rybkę z warzywami i pieczarkami, Madzia spytała, ile kosztują produkty i na tym rozmowa się zakończyła. Dziś Sid był w kuchni, jak wróciłem z pracy o 23.30. Zapytałem go więc NORMALNIE: Pokłóciliście się wczoraj z Amandą czy jak? - O NIE! Ot, kłóciliśmy się jak co wieczór, norma i spoko, ale ona tym razem zamiast szlochać postanowiła KOPAĆ. Pech, że pierwsze, co kopnęła energicznie, to był kaloryfer. I strasznie ją zabolało jak jebnęła gołą stopą w kaloryfer i dlatego zaczęła wrzeszczeć przekleństwa. A ja nie miałem ochoty słuchać jej krzyków po raz 154 i wyszedłem. A teraz jest wszystko OK, szapo ba, chapeux bas, czapka z głowy, szacun. Ja bym się przejął, jakby moja Miłość wrzeszczała na mnie, tym bardziej gdybym był wtedy na schodach... Pomyślałbym, że to jest Niefajne, Niepokojące, że coś się ŹLE dzieje i że trzeba się Skupić. Na tym, co ważne, na tym, co się dzieje. A oni nie. Oni traktują to jak ... normalność. Jak stan permanenty, stan właściwy im. Tak właśnie chcą, aby wyglądało ich życie. Bridget była jednak bardziej Ambitna od Amandy. Ona przynajmniej chciała mieć Marka Darcy i podążała w kierunku tego, czego pragnie, konsekwentnie mniej lub bardziej. Robiła to. Mandzia jak całe to pokolenie po prostu BEZMYŚLNIE PŁYNIE GDZIE ICH ŻYCIE I CZAS ZANIESIE. horror
Granica bliskości 2012-01-15
Każdy człowiek ma ją inaczej umiejscowioną. Jedni spędzają wspólnie wieczór z kimś raz na dwa miesiące i uważają, tego człowieka za swego prawdziwego przyjaciela. Inni potrzebują codziennego kontaktu, przynajmniej zadzwonić czy wymienić jakieś znaki, jakieś symbole swojej uwagi przez gadu czy fejsa. Jedne pary kochają się średnio raz na tydzień, inne lubią robić to codziennie. Częstotliwość wydaje się być bardzo głęboko osadzona w samej naszej konstrukcji psycho-fizycznej. Oprócz częstości, w jakiej czujemy się najlepiej zaspokajając nasze różnorodne potrzeby - istnieje też różnica w intensywności. Dla jednych zupełnie wystarczające jest wybrać się razem do pubu, pić i gadać, śmiać się, może pograć w bilard czy lotki, a może obejrzeć mecz. Dla innych taki wieczór często oznaczza odwiedzenia kilku miejsc, siedzenie w środku nocy na dachu z przyjacielem, pociąganie z butelczyny a może nawet jointa. Siedzenie w środku monumentalnej rzeźby na krakowskim rynku. Dwa odczuwalne PARAMETRY bliskości: częstotliwość i intensywność. Oba występują łącznie, i przechodzą w siebie w sytuacjach braku. Kiedy jest potrzeba, kompensujemy sobie brak intensywności kontaktów częstością zastępników - kontaktów telefonicznych, przez gadu, maila, portale społecznościowe. Jednak KAŻDY Z LUDZI ma inny PROFIL swojego modelu wymarzonych kontaktów z innymi - ja np. uwielbiam po prostu kontaktować się z ludźmi w moim otoczeniu, ale raz na parę dni mam potrzebę odciąć się na jakiś czas, cały dzień, od wszystkich i wszystkiego, i spędzić ten dzień tylko ze sobą i z przyrodą, która mnie otacza. Słuchać CISZY i tego podskórnego grania, które jest pulsowaniem krwi w moich żyłach i Życia w całej otaczającej mnie przyrodzie. Ja tego bardzo potrzebuję. Kiedy się odrobinę podrózuje natykamy się na ludzi zanurzonych w kulturach ich krajów, innych krajów, i każda z tych kultur ma zupełnie inne rozumienie i odczuwanie bliskości. Ludzie półonej półkuli są bardziej oszczędni w okazywaniu uczuć, szczególnie tych damsko-męskich. Tu, gdzie mieszkam, czyli w centrum Anglii, Anglicy nie mają najmniejszych zachamowań, żeby do mnie zagadywać, do mnie się uśmiechać, nawiązywać kontakt, Jednak NIGDY nikt mnie nie dotknął, nie PRZESTAWIŁ, NIE POPCHNĄŁ w głąb kolejki, jak się przyzwyczaiłem w Polsce. W Anglii życzliwość i Szacunek dla każdego jest standardem. W Polsce nie jest, po prostu. Jerzy Vetulani - moja fascynacja od wczoraj 2012-01-13
Czy mózg dopalać, czy też nie dopalać? Jest li w istocie szlachetniejszą rzeczą iść na egzamin po zarwanej nocy, z mózgiem zaćmionym, lecz nie wspomaganym, czy w chemikaliach poszukać pomocy? Czy rok zawalić, czy zapłacić zdrowiem za szybki sukces? Ja ci nie podpowiem. ...Była taka dyskusja w jednej ze stacji telewizyjnych. Powiedziałem w niej, że znacznie więcej nieszczęść niż marihuana powoduje alpinizm. Nie znam nikogo, kto umarłby przez marihuanę, a kilku moich znajomych alpinistów przepłaciło swą pasję kalectwem. Ale prowadząca miała przygotowaną puentę – powiedziała, że 85 procent Polaków jest przeciwko legalizacji marihuany. Dodałem wtedy, że w XVIII wieku 96 procent Polaków było za paleniem czarownic. Niestety, moja puenta została wycięta. I w ten prosty sposób media demonizują problem. (BOSKIE, NIE? :)) Dopalacze to słowo-worek, zresztą podobnie jak narkotyki. Tylko za słowem: narkotyki stoi słowo: nielegalne. A za dopalaczami stoi o wiele gorsze słowo: niewiedza. ...Emocje wyewoluowały po to, byśmy mogli szybko i bez zastanowienia podejmować decyzje w sytuacjach, w których nie ma czasu na namysł. ....Funkcjonujący mózg jest niezbędny dla wyrażenia się duszy. ...Marihuana, tak jak morfina, ma swoje miejsce w medycynie i nie można udawać, że chorym nie pomaga. To karygodne, że państwo zabrania im dostępu do tego leku, a w majestacie prawa zezwala na sprzedaż papierosów. ...Seks jest czasochłonny, wymaga mnóstwa wysiłku, pochłania morze energii. Daje jednak taką dawkę przyjemności, że wszystkie te wady tracą znaczenie. ...To wielkie pytanie o to, czym jest umysł. Niewątpliwie wytworem mózgu. ...Twórczość jest integralną częścią naszej osobowości. ...W „Piwnicy pod Baranami” występowali świetni ludzie, którzy jednak często nie cierpieli się nawzajem. ...Z punktu widzenia współczesnego neurobiologa pytanie czy umysł istnieje jako byt samoistny czy też jest po prostu pochodną skoordynowanego działania komórek mózgowych jest nienaukowe i nieistotne. Bez względu na możliwość niezależnego istnienia duszy, nie ma ona żadnej szansy by wyrazić się bez działającego mózgu. Wczoraj zacząłem czytać i oglądać Jerzego Vetulaniego, straszego już mocno pana, który wciąż od 30 lat i coraz bardziej jest Koryfeuszem tak szybko przecież rozwijającej się nauki jak neurobiologia, biochemia mózgu i wszystkie te dziedziny, które zaglądając do wnętrza każdej pojedyńczej komórki w mózgu usiłują coraz dokładniej zrozumieć DROGI, NA JAKICH POWSTAJE NASZA MYŚL, nasze poczucie Tożsamości, niesamowite meandry tej horrendalnie skomplikowanej konstrukcji, którą nosimy pod czaszką, a która ma w sobie więcej UORGANIZOWANIA i celowej złożoności niż cała galaktyka układów gwiezdnych. Ja sam mam ostatnio wielkiego farta w życiu, kocham się w kimś i w dodatku z całkowitą wzajemnością. To jest absolutnie potężne i wszechobecne zjawisko, zupełnie inaczej zaczynam odczuwać części mojego życia, tak stałe jak praca czy relaks z browcem po pracy, wszystkie w ogóle. Najwyższa myśl Martina Heideggera zwieńcza filozofię od kiedy powstała: "...poczucie szczęścia i nieszczęścia są dostępne wszystkim ludziom. A przecież świat człowieka szczęśliwego i świat człowieka nieszczęśliwego to DWA ZUPEŁNIE RÓŻNE światy. A jednak to, co RÓŻNI, tkwi tylko i wyłącznie w sposobie, w jaki patrzymy na wszystko, CAŁOŚĆ PROBLEMU tkwi w nas." Moje spojrzenie jest spojrzeniem z pewnością zamglonym, ale to dlatego że jestem człowiekiem bardzo szczęśliwym, co wcześniej nie przydarzało mi się w życiu tak często. Patrzę i widzę Lepiej, a to dlatego, że mój mózg nieustannie pełny jest tajemniczych zjawisk jak poczucie spokoju, radość, pewność wszystkiego, co oczywiście jakoś jest powiązane wiązaniami wzejemnie zwrotnymi z aktualnym składem koktailu neuroprzekaźników i endorfin w moim mózgu. Ten koktail czyni mnie niesamowicie Uśmiechniętym i Ciepłym przez całe moje życie, a to niesamowicie mocno przekłada się na to, JAK MNIE LUDZIE POSTRZEGAJĄ. Otóż postrzegają mnie, nawet jeśli mnie nie lubili wcześniej, cholernie pozytywnie i wciąż mi coś proponują, jakieś coś, przysługę, zapraszają na piwo i jointy, dają mi bonusy, zaproszenia na darmowe kursy dokształcające... w tym tygodniu 4 razy wyszedłem z pracy WCZEŚNIEJ, a tylko w śodę o czasie; ale ja o to nie prosiłem - osoba zarządzająca fabryką sama mi to usilnie proponowała. A jest to osoba, która nienawidziła mnie przez blisko rok w sposób homerycki, a już od kilku tygodni się ślini wręcz... Nie widzę innego rozwiązania zagadki, niż mój szczery spokojny Uśmiech do całego świata. Nie ma sensu opowiadać, jak czuje smyczki dwie wchodzące na początku podnoszą emocjonalnie 2012-01-13
zatapiamy się niemal w jakiś XVII-wiecznych motetach jakichś kompozytorów wspóczesnych Mozartowi. Skrzypce i ... chór w odpowiedzi do solowych popisów skrzypiec. Trochę może zbyt energiczne i szybkie jak na 17-wieczne motety. Ale już zaraz, na początku, wchodzi GŁOS, metalowy, nie da się nie zauważyć, black metalowy, death metalowy, który na początku śpiewa grzecznie dostosowując się do skrzypiec i chóru. Śpiewają RAZEM!! Czasami skrzypce, czasami coraz bardziej podszyty growlingiem głos. We wspólnej przestrzeni, we Współbrzmienu. Przeciwieństwa się Uzupełnią, przepięknie razem do siebie pasują, te skrzypce i ten metalowy growling. Myślę, że tego Było Potrzeba w Muzyce, żeby ktoś, kto Naprawdę Lubi muzykę skrzypiec mógł po raz
pierwszy usłyszeć, jak jego muzyka współgra z heavy-metalowym głosem i sposobem śpiewania. Dla mnie to zestwienie jest bardzo .... fruitful. owocne. uwielbiam ten kawałek już chyba 4 rok. Dla mnie ten utwór 18-osobowego zespołu zawodowych muzyków muzyki dawnej i poważnej o tytule "Obudzenie naszego stulecia" daje mi nieodmiennie wiarę w sens życia, w sens naszego świata. Ten utwór dla mnie jest pochwałą piękna Świata i jednocześnie pochwałą Ludzi, z ich uczuciami brzydkimi i pięknymi, i Najpiękniejszymi jakimi tylko można pomyśleć, jest pochwałą dwóch piękn: naszego wewnętrznego i świata, i nade wszystkim tego, w jak piękny sposób one nawzejem od siebie zależą. Kluczem tu jest prawda serca, miłość po prostu. o miłości i seksie, większości nas brakuje często i jednego i drugiego 2012-01-11
ja, być może chwilowo, należę do tej mało licznej grupy, która jest totalnie szczęśliwa z tym, co ma. Ale może uściślę, że nie mam wiele pieniędzy, kariery, wolnego czasu, nie o tym, nie o to mi chodziło. Mam bardzo piękną miłość i do tego prawdziwą i mam też bardzo piękny seks, co sprawia, że patrzę na życie i to, CO JEST WAŻNE - patrzę inaczej. Z pozycji "tłustego", bo nie łudźmy się - jestem szczęśliwy a każdy chciałby też być szczęśliwy. Rosjanie mówią o takich: "tłusty /tołstyj/". Ja tak nie mówię i nie myślę, ja tylko zauważam, że zmienia mi się Punkt Widzenia. Bycie szczęśliwym wydaje mi się być bardzo łatwe. No może nie aż tak bardzo łatwe, to nie jest jak przepis na mycie okien. To jest Myślenie o tym, co jest bardzo ważne i działanie. Tak, to chyba wyczerpuje kwestię. Myślenie o tym, co jest najważniejsze, w sposób Uważny i Nakierowany Na Działanie. I Działanie zgodnie z tym, co najgłębiej sobie rozumiemy, nie patrząc na to, co inni robią. A co ja widzę, choćby z opowieści znajomych i z tego, co jest na blogach? Młodzi ludzie łączą się ze sobą, żeby TYLKO Z KIMŚ BYĆ!! Bez miłości, którą z góry skreślili na straty. Miłość jest najcudowniejszą sprawą w całej rzeczywistości, w całym wszechświecie, a tu mass - kultura zapowiada, że miłość jest passe. niemodna. że "pukamy się", że robimy sobie lodzika. Jebię taką "kulturę" i pod wpływem alkoholu przysięgam, że będę jebał wszystkich w mediach, którzy promują taki wzorzec. Żebracy i analfabeci, gońcie za swoim złotym cielcem który dla was się kucharzy w kuchniach korporacji, bądźcie dalej niewolnikami systemu, karmicielami matrixa. Albo nie, POMYŚLCIE SAMODZIELNIE tylko i wyłącznie w celu poprawienia Swojego osobistego Życia. Czy bycie NAPRAWDĘ I BEZ WATPLIWOŚCI SZCZĘŚLIWYM jest dla KAŻDEGO dobrym celem nr. 1? bez wątpliwości TAK. Ale o Jakiego rodzaju Szczęście tu chodzi? Bo przecież nie o wiele wybuchów satysfakcji tylko. Każdy MUSI sam dla siebie zdefiniować SZCZĘŚCIE. Nie wolno brać pod uwagę Niczego, poza swoim wnętrzem. NIE WOLNO!! Obraz Twojego SZCZĘŚCIA tkwi tylko i wyłącznie w Twojej głowie, nie wolno ci się sugerować niczym. To są INNE OBRAZY INNYCH LUDZI, nie dadzą Ci szczęścia, choćby dlatego, żę one ucieleśniają obraz KOGOŚ INNEGO NIŻ TY, nie twoje szczęście, więc się NIE DOSTOSOWUJ!!! pierdol to! skupiaj się na sobie autentycznym! Czego oczekujesz od seksu? proszę o odpowiedź. ja oczekuję bardzo mocnego przeżycia, które pokaże mi, że jestem połączony z inną duszą, inną psychiką, i że ta dusza i ta psychika jest tak samo połączona ze mną, nie jestem SAM!! (nie jesteśmy.) mogę przelać moją energię życiową na moje kochanie a ona może przelać swoją. Będzie to widoczne już następnego dnia rano. Od seksu oczekuj Szczęścia, bo to jest główny cel seksu, nie prokreacja. Seks jest CZĘŚCIĄ ŻYCIA, od innych części egzystencji biologicznej różni się tylko jedną rzeczą: ZALEŻY WYŁĄCZNIE OD TWOJEGO WYBORU. Pamiętaj o tym, że ile razy z kimś się kochasz, nie musisz tego robić. CZYNISZ MU ZASZCZYT. I ON CI TEŻ CZYNI ZASZCZYT. Uznaliście wzajemnie, że się kręcicie az tak bardzo, żeby się spotkać skóra w skórę, śluzówki w śluzówki. Wybraliście siebie spośród milionów. Ja jestem zwolennikiem abstynecji i onanizmu w chwilach, gdy nie ma nikogo kogo byśmy kochali. Ale chyba trzeba tu powiedzieć, CZYM jest Miłość. Otóż Miłość jest Uwagą. Skoncentrowaną uwagą na danej osobie. Lenka, chociaż taka młoda, wiedziała to od początku. Skupiasz swoją uwagę na człowieku, do którego Cie ciągnie. UWAGA PRZEPIS na Miłość! Masz swoje myśli, odczucia i pragnienia - WYRAŻASZ JE, ufając, że ów człowiek również skupia swoją uwagę ;na tobie. Albo on/ona to zrobi, albo nie. Nie ma sensu iść z kimś do łóżka z kim nie czujemy przepływu pozytywnej energii już na wstępie. Seks jest bardzo DZIWNĄ RZECZĄ: pełen jest fizjologii i biologii jak jedzenie, spanie, wysiłek fizyczny. Ma wieeeelki potencjał w krainach snu i w sportach ekstremalnych, ale NIE JEST KONIECZNY, miliony i setki milionów ludzi, którzy na przestrzeni dzejów wyrzekli się seksu przekazują nam jedno: seks NIE MUSI BYĆ BYLE JAKI. Lepiej żeby go w ogóle nie było przez jakiś czas! Miłość taka jak potocznie się rozumie sprawia, że seks uzyskuje całą swoją siłę i wspaniałość. Normalnie się wkurwiam ile razy czytam melancholijne wyznania kobiet o seksie bez miłości i zawodzenie niczym psy do księżyca do miłości i seksu innych. DLACZEGO te osoby, które mają duużo seksu w życiu na ogół mają mało miłości, a te z kolei, które kochają bardzo bardzo, seksu nie mają niemal w ogóle??? Dlaczego ŁĄCZENIE SEKSU Z MIŁOŚCIĄ I VICE VERSA jest tak niepopularne? A przecież nie istnieje nic lepszego. Może trzeba się nauczyć Kochać. Uwaga świeża i koncentracja, to miłości podstawa. I odwaga by myśleć o sobie i wola, by się wczuć w tą drugą osobę. Wzajemność jest nnieodzowna, bez niej nie ma mowy w ogóle o niczym. Nasze kochanie staje się naszym Przyjacielem, naszym Kumplem, naszą Najbliższą Osobą, i z takim nastawieniem SEKS jest czymś nieporównanym z NICZYM INNYM w ogóle. Seks w takiej sytuacji jest czymś zaiste najcudowniejszym spośród zwykłych rzeczy ludzkich... jest spotkaniem z kimś, kto jest trochę Innym, a trochę Mną. Aż chce się szczerze porozmawiać. Czyż to nie piękne? Czytelniku, napisz mi, że nie, że się mylę, a wyślę Ci denar Marka Aureliusza cesarza rzymskiego, cały ze srebra, bardzo ładny. dobrych snów nam wszystkim, dobranoc |



Subskrybuj blogi