_Blog martel6m
luźna polemika z notką Cz.K. o szaliku 2010-02-08

Koleżanko Cz.K. aka S.M. alias Tymczasem, vel Cappo Rosso, zwana również Sado-Maso oraz Smuga albo William S. a nawet, (o zgrozo, któż to mógł uczynić???) Starą Warjatką (w odróżnieniu od Waryjatki właściwej). Jakże się do Ciebie zwracać?


O Ta, która Zna Dobro i Zło i może nawet wskazać je palcem?


O TA, która Wie Coś Napewno i jest dumna z tego, że nie ma Żadnych Wątpliwości, jako że zaufała Tym, Co Wiedzą Lepiej, a nawet, nie bójmy się tego słowa użyć - Najlepiej wiedzą że wszystkich. Dlaczego uważasz, że rzeczywiście oni wiedzą najlepiej? - Coś mi się wydaje, że rzeczywista odpowiedź brzmi - bo tak jest Napisane.


No przecież nie będę się do Ciebie tak zwracał, bo mogłabyś nie zauważyć, że to sympatyczne przekomarzanie, to mogłoby Cię rozłościć albo sprawić przykrość, a ja wcale nie chcę sprawiać Ci przykrości. Więc aby rozwiązać ten problem nadaję Ci oto nowe imię, którego odtąd możesz używać - Red Hood. A czynię to domu rodzinnym Robin Hooda, w historycznym hrabstwie Nottingham, opodal Lasu Sherwood, odbywszy pielgrzymkę do zamku wrednego szeryfa i wypiwszy parę guinessów w najstarszym ponoć pubie w Anglii, gdzie ponoć pił Robin w Kapturze.


A więc, RH, pierwsze, o czym napisałaś (technicznych notatek dziewiarskich nie liczę, bo to dla mnie jak z obcej galaktyki), co wzbudziło we mnie rezonans, to kwestia rozstania. To sprawa sposobu, w jaki kończysz związek.


Piszesz coś takiego, że nawoływanie do rozwagi w tak poważnej decyzji ze strony faceta to żałosna próba oszustwa. Niestety, nie mogę przekleić twoich słów - przez mozillę i oprócz tego twoje osobiste zabezpiecznie. Że nim powie się KONIEC warto dać sobie Trochę Czasu na zastanowienie - to właśnie wg. Ciebie "gra na zwłokę" i "maskarady" są.


Nie wydaje mi się.


Wydaje mi się, że jak związek powstawał powoli, rósł krok po kroku, to może RÓŻNE powody się do tego przyczyniały. Można po dwóch latach bycia kochankami nagle odkryć, że w głębi duszy potrzebujemy odrobiny szyderstwa, na przykład, i nagle zostać najlepszą parą szyderców na świecie. Albo przekonać się na własnej skórze, że ta druga strona ma pewną bardzo rzadką, bardzo też rzadko potrzebną, cechę, która akurat dla nas w tym momencie okazała się kluczowa, w sam środeczek. Choćby odrobina autentycznego szaleństwa - albo też odwrotnie - ratującej sytuację rozwagi, albo też potrafi wybrnąć z najtrudniejszej sytuacji, ...albo to albo tamto. Nierzadko też fascynacja erotyczna nie pojawia się jako pierwsza, choć w całościowym obrazie jest, moim zdaniem, niezbędna.


I to wszystko ma facet przekreślić jednym słowem, nagle, tu i teraz, POD WPŁYWEM TAKIEGO A NIE INNEGO stanu ducha, zwanego prostacko  "humorem"???


Bo jeśli nie zrobi tego, to jest "neptek" i "gra na zwłokę" a to jest "wałkowanie tematu", a Ty, Rh, zachowujesz się "po męsku" (bo ktoś musi): odwaracasz się i odchodzisz, jak piszesz.


Ognisko wciąż się pali, choć może przygasa, a Ty odwracasz się na pięcie i odchodzisz "po męsku". Powiedz mi, dlaczego chcesz zachowywać się po męsku?


Czy dlatego, że jest to strategia, którą stosują mężczyzni w obawie przed zranieniem?


Widzisz, rozstanie boli, tak to jest i tak to MA być. Zamiast wymyślać najdziwniejsze strategie ochrony przed tym bólem, nie lepiej skierować energię w stronę czegoś Szlachetnego? Choćby budowania zrozumienia między sobą a Osobą, którą właśnie tracimy z Powodów, Które Nie Do Końca Rozumiemy?


Decyzja by, jak piszesz "tak szybkim cięciem TO załatwić", czyli "po męsku" to, moja droga RH, tchórzostwo i nieodpowiedzialność, bądź też niedojrzałość  jest. Co powstawało ŚWIADOMIE przez lata nie może być anulowane jednym gestem pod wpływem wzburzenia.


Co nagle, to po diable i Pośpiech wskazany jest tylko przy łapaniu pcheł i Langzam langzam, aber sicher (?) I Quid quid agis, prudenter agas et respice finem. jak się człowiek śpieszy, to się diabeł cieszy. Diabeł!!


Rh - widzisz to?? DIABEŁ!!! I on się cieszy!!! Cham. A z czego on się tak cieszy?? Z tego, że ludzie uważają, że pochopne, pod wpływem emocji podejmowanie decyzji to JEST TO!!!! Znaczy, tak trzeba, bo jak nie, to się traci swoją identyfikację płci.


Więc myślę, że nie jest tak. Myślę, że prostym CZEŚĆ, NARA, BYŁO MIŁO można zakończyć tylko związek, który zaczął się prostym CZEŚĆ, PODOBASZ MI SIĘ, PASOWAŁABYŚ DO MOJEGO KRAJOBRAZU. I nic potem nie było więcej, poza tym, co wiadomo.


Bo jeśli nieoczekiwanie pojawiła się NOWA płaszczyzna - np. coś razem, wspólnie, przeżyliście, i odkryliście w sobie coś nowego... coś niesamowicie pozytywnie energetycznego, co staje się Waszym Nowym Sposobem na Życie? No może zaraz nie całym. tylko częścią. fragmentem szkiełka, przez który patrzycie na wszystko. Na siebie nawzajem i na siebie samego też. To się nazywa wzbogacenie.


To nigdy nie umiera.


ale tak mi się wydaje tylko, drogi Red H.


R. Hood'zie naprawdę Cię lubię, choć wkurwiasz mnie niemożebnie. Wybrałaś sobie za natchnienie coś, co mnie wkurwia najbardziej na świecie, albowiem ja cholernie głosuję za tym gościem z galilei, co miał najbardziej przejebane, urodził się w takiej rodzinie, że już mało było biedniejszych na świecie, i to wszystko miał na głowie od razu, od dziecka, a jak tato umarł, to musiał składać na posagi dla swoich licznych sióstr. Orał jak wół i się spalał jak chomik w kołowrotku. No i to, w co Ty wierzysz, to jest dokładnie Absolutne Przeciwieństwo tego stolarza z galilei. Ale właśnie TO NIEUCHWYTNE coś, że oboje mamy lekkiego pierdolca na punkcie tej samej postaci, powinno wywołać wzajemny szacunek. I wiem, że tak jest.


(choć wkrótce wysmażę notkę antyklerykalną, bo katolicyzm ostatnio doprowadza mnie do szału. Jego doktryna. Jego dogmaty. Te dwie ingrediencje połączone razem produkują iście monty-pythonowskie absurdy jak np: WIARA JEST NIEWAZNA!!!!


Jest to ukryta podstawa tzw. "wiary" która stanowi dynamicznie zmienną doktryny i dogmatu. (moje sformułowanie!!! jakie eleganckie!! :)


Chodzi o Sakramenty. Kilka z nich wymyślono już tysiac lat po śmierci Nauczyciela.


No i w dobie Reformacji, gdy miliony ludzi, całe państwa, przechodziły na kalwinizm czy luteranizm z roku na rok, oprócz milionów ludzi modlących się do tego samego boga, w tym samych kościele, na tej samej biblii byli też tacy księża i biskupi, co przechodzili na stronę lutra i kalwina. tysiące ich były. A oni i Wcześniej, i PÓŹNIEJ również odpuszczali grzechy, udzielali ślubów, wyświęcali kapłanów? A więc czy ślub udzielony przez NIEGODNEGO kapłana, ODŁĄCZONEGO OD MISTYCZNEGO CIAŁA CHRYSTUSA WE WSPÓLNOCIE KOŚCIOŁA, POZBAWIONEGO ŁASKI, ZŁOŻONEGO Z URZĘDU i obłożonego klątwą, czy taki sakrament jest WAŻNY?? Mówiąc wprost: czy skarament udzielony przez kogoś, kto z powodu swego stanu nie jest władny rozdawać skaramentów - czy taki sakrament jest WAŻNY?


np. jakby satanista robiąc sobie jaja udzielił Ci ślubu zupełnie bez twojej wiedzy a odmówiłby cały rytuał i dopełnił wszelkich fornalności???


Otóż Sobór Trydencki uzgodnił formułę EX OPERA OPERANDI, czyli mocą sakramentu sakrament został udzielony, a nie mocą ludzkiej istoty, która była niegodna i nie miała prawa ni mocy tego dokonać.


Zrobili to, by przeciwdziałać niewyobrażalnemu chaosowi, który by zapanował w sytuacji, gdy 2/3 Europy stało w ogniu reformacji i było odłączone od Rzymu.


Jednocześnie POMINĘLI WIARĘ.


w sprawie WAŻNOŚCI czy MOCY sakramentu WIARA nie ma nic do rzeczy. Przerażające. W konstytucjach soborowych, spisanych na pergaminie w szwajcarsko-włoskim mieście Trydent, ten akapit opatrzony jest komentarzem - interpretacja teologiczna zostanie dołączona później, gdyż jest gorąco niebędna. I Święty Urząd do Spraw Wiary, zwany wówczas Swiętą Inkwizyją, a obecnie Kongregacją do spraw wiary, miał się zająć sporządzeniem teologicznego i biblijnego rozpoznania w poszukiwaniu potencjalnych punktów uzasadnienia dla nowej Prawdy Wiary.


Ale co się odwlecze, to uciecze, i Kościół Katolicki już od 500 lat rozdaje ludziom PROWIZORKĘ, która, według jego własnej wiary, jest WEWNĘTRZNIE SPRZECZNA.


Ale najfaniejsze, że mimo tak różnych poglądów "fundamentalnych" że tak je nazwę, czyli poglądów na rerligię, z Red Hoodem utrzymujemy serdeczny pokój już z rok. No chyba, że powyższe zdania wywołają reakcję Pawłowa i Rh przybierze pozę Rh-. Ale ja wolę Rh+, sam mam Rh+ w żyłach, jak 1/3 ludzkości, i to jest DODATKOWY antygen, czyli mechanizm odporonościowy. Przepraszam za skróty, ale albo rybki, albo akwarium. Albo jasno i przejrzyście, ale dłuuugo i mało treści, albo dużo sensu przy zbyt dużej skrótowości, czyli mało zrozumiale. Sam nie wiem.


 


Teraz zbyt wczesne zainteresowanie tematem seksu. W tym miejscu z twoją wypowiedzią zgadzam się całkowicie. A nawet powiem tak: gdzieś tam, w wieku 13, 14, a może 11, a może 9, rodzi się pierwsza intuicja, że w tym świecie istnieje Siła, a ja sobą przedstawiam jeden z biegunów tej siły. I to całkiem normalne, i OK, pierwsze eksperymenty, pierwsze doświadczenia, pierwsza ciekawość, na swoją naturalną miarę.


Ale ta miara już dawno nie ma nic wspólnego z naturalnością.


Bądź sexy - pij pepsi. Bądź seksi - noś dżinsy diesel (teraz jakieś inne) - sexi, sex, cool, jazzy, Nowoczesna Wyzwolona dziewczyna Nowoczesny Cool facet - jak to widzicie w dziesiątkach gazet i dzięsiątkach kanałów tv - są ZAWSZE SEXI.


I dlatego kupują rocznie za kilkadziesiąt BILIONÓW FUNTÓW różne produkty, które im tym pasem transmisyjnym, reklama zapodaje. Naprawdę duuuży biznes, ta młodzież. Większy niż wszystkie ściemy religijne, światopoglądowe i narodowo-państwowe razem wzięte. 1,5 miliarda nastolatków trąbi coke tylko dlatego, że jest się fajnym, jak się pije colę. Ma się swoją indywidualność, ma się swoją frajdę życiową, radość potocznego życia również - bo się kupuje od pepsico. I kto to może kupić, taką monstrualną tandetę - tylko młodzież, sorry, kamienie leżą tam po lewej, jak będziecie rzucali, to weźcie coś ciężkiego i nie krępujcie się, prosto w monitor :). Więc to proste, jak 2x2 = młodzież i seks to battleground korporacji. To łąki raju, kto zdobędzie ten rynek, będzie zgarniał zyski i miał wpływy niewyobrażalnej wielkości.


I to jest smutne i wkurwiające i trzeba by temu zaradzić. W angielskim życiu politycznym w tym tygodniu ostra polemika: czy młodzież 15-letnią bardziej uczyć w szkołach o zapobieganiu ciąży i odpowiedzialności seksualnej, czy też może też coś wspomnieć o czasowej Wstrzemiężliwości?


Ostatnie statystyki wykazały, że w rejonach, gdzie Oprócz bhp seksu uczono jeszcze, że czasowa wstrzemięźliwość w wieku lat 15-18 może mieć pozytywne efekty, rejony te miały bardzo niskie wskaźniki młodocianych ciąż oraz znacznie niższy wskaźnik zarażenia chlamydią wśród nieletnich, który w UK wynosi skandaliczne 37%. Nie dość, że gówniarze się bzykają gdziepopadnie, to jeszcze bez zabezpieczeń i puszczają wszystko w obieg: geny, bakterie i wirusy.


Jak najbardziej uważam, że życie seksualne trzeba rozpoczynać nie wcześniej niż, kiedy się poczuje na to autentyczną ochotę. O takiej samej treści lecą teraz reklamy w bbc w programach młodzieżowych.


Osobiście uważam, że sposób, w jaki ludzie uprawiają seks, nie musi mieć związku z uczuciami, ale jednocześnie jestem przekonany, że seks nie mający związku z emocjami jest 16-razy mniej satysfakcjonujący niż taki, który z uczuciami jest związany.


Ja myślę, że jest to bardzo duża różnica, a jednocześnie wiem, że wielu ludzi myśli inaczej. Zapewne dlatego, że jakoś nigdy tego nie czuli specjalnie. Ja miałem wyjątkowego farta, ale i pecha - bo poznawszy coś, wiem, co utraciłem.


w Księdze Fausta John Enright pisze:


"(Mefistofeles): - Kiedy ludzie upadli, upadli w niepamiętanie. Zapomnieli, jak było z Bogiem, gdy mieszkali razem w Ogrodzie.


Gdy Aniołowie upadli - upadli w niezapomnienie. Światło o poranku a teraz przez Wieczność tylko można je wspominać w tym mrocznym piekle.


Przeto powiadam Ci: gdyby drabina prowadząca do Nieba miała szczeble z brzytew tnących aż do bioder - to i tak wespnąłbym się tam, aż na górę, nie czekając ani minuty.


Faust z miejsca nabrał do niego zaufania."


Tak czy śmak - seks jest potężną siłą - i tak jak kierownicy auta nie powinno się powierzać dzieciom. Dla dobra ludzi, którzy z tych dzieci wyrosną.


dziękuję, przepraszam za literówki oraz skróty, dziękuję wam za zrozumienie, tu nie ma żadnego kodu, zwykła chęć wystarczy.


czytam Nową Europę - podróż po krajach byłego bloku wschodniego Michaela Palina (monty python), Truckers - Prachetta  i pieczęć i znak - grahama hancocka. dużo śpię a po pracy jestem zmęczony, wciąż zaleczam resztki grypy. w środku się cieszę, bez powodu. myślę, że zaczynam mieć coś na kształt przyjaciół. Przyjaciele są ważni, i to wszystko, co sprawia, że jesteś bez skrępowania sobą i za to właśnie jesteś lubiany. po prostu.


 


 


 


 


Dodaj komentarz


K.Cz. 2010-02-12

Dzięki, Cantadoro. Ja nie rozdaję maili cudzych nikomu, chyba, że ktoś sam mnie poprosi o przekazanie. Zresztą nie będę nadużywać- tak tylko zaproponowałam dlatego, żeby po prostu na widoku nie gadać o paskudztwach, które nas nękają. Myślałam, że używasz gg.
Do Czarownicy zadzwonię tak czy inaczej. Już bym dawno zadzwoniła, tylko mam skrupuły, bo ona ma pacjenta jednego za drugim i nie chciałabym jej przeszkadzać, bo wiem, jak ją rozpraszają telefony, jak ktoś dzwoni podczas mojej wizyty. Tak na wszelki wypadek- spytam jej, czy są na południu jacyś fachmani od tej terapii.
A swoją drogą polecam Tobie i wszystkim książkę tego Deepaka Chopry "Zdrowie bez granic". Nie do końca się zgadzam z jego ayurwedyjsko-kwantowym podejściem do zdrowia, ale warto sobie uświadomić fakt, że tak naprawdę to "myślimy" całym ciałem, każdą komórką. Dla mnie to było nie lada odkrycie! Tak więc jeśli nasz mózg ulega świadomości choroby, to ulegają jej i wszystkie komórki naszego ciała. Jak on zwycięża chorobę, to i nasze całe ciało zaczyna zwyciężać. To bardzo trudne, taka walka, ale niektórym się udaje. Dlatego o tym napisałam. A że zwycięstwo jest możliwe w każdej sytuacji, nawet wtedy, gdy nasz umysł już nie daje rady wierzyć we własne zwycięstwo, to zawsze jeszcze może wierzyć w zwycięstwo Tego, co nas stworzył, co można wyczytać tu:
http://www.gidle.dominikanie.pl/fixwin1a.htm
( każde świadectwo z tej listy to link )
albo tu:
http://www.gidle.dominikanie.pl/

Dobrej nocy. Niech Nadzieja pochyli się nad każdym, kto jej potrzebuje!

cantadora 2010-02-12

K.Cz./ RH+ -;): Babo Kochana! Że nie Aleją Róż sobie dreptasz tom się zorientowała, ale z tego co piszesz, to była istna droga cierniowa...
Poprosiłam dziś Martela by przekazał Ci mojego e-maila. To jest ściśle tajny mail - jedyne konto, którego nie usunęłam i nie chciałabym usuwać z powodu jakichś stalkerów lub innych dziwactw. Upraszam więc o zachowanie jego tajności:)

MARTEL: Jasny gwint, co z Tobą? Gdzie się szwendasz?! Jeśli nie piszesz właśnie książki życia, to lepiej żebyś miał inne, solidne wytłumaczenie swojej nieobecności.

K.Cz. 2010-02-12

Ps. Serio myślicie, że Martel będzie miał pretensję, że tak tu gadamy? Kurde, a mnie się wcale nie wydaje, nawet mi przez myśl nie przeszło go o to posądzać, ale może ja go sadzę podług siebie, a wcale go nie znam....
Jakby co, to się możemy przenieść na tymczasem.e-blo- tam jeszcze bardziej "ustronnie". Zaglądają głównie starzy przyjaciele i ze czterech stałych "wrogów", ale to też już prawie, jak rodzina :))))

K.Cz. 2010-02-12

Ok, Cantadoro. To myśl. Jakby co, to zjeżdżaj, albo daj znać, to się podowiaduję o Joalis w Kraku.
Ja myślę, że nie od rzeczy jest tu ta cholerna odporność. Trochę wiem na ten temat, bo też nie posiadam:) Zaczęło się także od choróbska i drastycznej kuracji. To, co u innych kończy się katarem, to u mnie zapaleniem płuc, już zresztą kilkakrotnym. Co rozwalona lekami wątroba- też wiem, co proch "na życie" do końca swych dni:) - także. I coś Ci powiem- jak ja po 7 latach usiłowań lekarzy ( normalnie schodzi im około roku na przywrócenie "równowagi" ciału pacjenta:), uchodząc kostusze z łap parokrotnie trafiłam do mojej lekarki i ta zaaplikowała mi drastyczną kurację radioaktywnym preparatem, że musiałam dwa tygodnie być odosobniona od ludzi, bo świeciłam w ciemności:), to razem ze mną poddano temu leczeniu 15 osób. Po jakimś czasie okazało się, że muszę poddać się temu raz jeszcze po odczekaniu co najmniej roku. I wiesz, co usłyszałam? "Przykro mi, pani jednej na 16 osób nie pomogło". Nie dość, że aby w ogóle móc wziąć to świństwo 7 lat się szarpałam z choróbskiem, gdzie inni w ciągu roku dochodzili do siebie, to jeszcze takie "ufo", co by konia zabiło mnie nie pomogło... ( teraz zdaje się dawki są bardziej... subtelne i rozłożone na małe porcje w czasie, a kiedyś- jak młotem w głowę i jeszcze na piśmie oświadczenie, że zdaję sobie sprawę ze skutków :) I co miałam sobie myśleć? Ano zaczęłam wszystko od początku... Oczywiście nie przyrównuję mojej choroby do Twojej, bo to było zupełnie coś innego, ale chcę powiedzieć, że rzeczywiście zachowanie naszych organizmów nieraz bywa nieprzewidywalne i nigdy nie możemy powiedzieć niczego na pewno i do końca.

Kurację kroplami Joalis proponowałam nie zamiast ( zresztą Pani Czarownica nie każe odstawiać leków- wszak jest pielęgniarką ), a obok. Zdaje mi się, że to, co naturalne ( a to wyciągi ziołowe ) zawsze jest mniej drastyczne, jak chemia.

Jeśli idzie o plany wycieczkowe- czy będziesz miała siły i przyjemność z podróży, jeśli nie podleczysz ciała? Chyba, że byłaby to wycieczka do... Lourdes. :) Mówię serio! (http://www.pawlowski.dk/objawienia/lourdes/cuda.htm)

Tak czy inaczej- także myślę o Tobie z troską, odkąd się dowiedziałam o Twoim problemie- jeśli wiesz, co chcę przez to powiedzieć.

Ach, mój kuzyn też miał w plecy kilka lat, nim się dowiedział... Fakt, może nie miał tak nadwątlonej odporności, jak Ty, ale czas stracony.

Pozdrawiam Cię. 3maj się dzielnie i pisz.

cantadora 2010-02-12

M-ta; Nie znam sytuacji Twojego przyjaciela i nie odważyłabym się porównywać. W każdym przypadku ta choroba przebiega nieco inaczej, bo wiele zależy od odporności organizmu. Smutna prawda jest też taka, że brak objawów nie oznacza wyleczenia. Znam ludzi, którzy po roku antybiotykoterapii i innych zabiegów (w tym zamrażania - dostępne w Rosji -;)) wydawali się już całkiem zdrowi. Pięć lat bez objawów i nagle, jednego dnia odlatywali w ostatnią podróż. To trochę jak z nowotworem...

Dziękuję Ci za wszystko.
Nie odrzucam żadnej propozycji. Potrzebuję jedynie poukładać sobie w głowie to wszystko.

M-ta 2010-02-12

Droga Cantadoro, Wiem ile dokładnie czasu minęlo od Twojego zarazenia, mój przyjaciel miał jeszcze dłuższy okres nieleczenia, stąd właśnie zaproponowałam konultacje z ową panią doktor. Ale masz racje - Twoja sytuacja jest o niebo poważniejsza, zatem poza trzymaniem kciuków i wspieraniem Cie duchownie nic więcej na tą chwile zrobić nie mogę. A jeśli mogę - jestem do usług, powiedz tylko słowo;)
Martel, właśnie, wybacz, ze nie zapytałam - jak zdrówko??:)

cantadora 2010-02-12

K.Cz, M-ta; Bardzo Wam dziękuję za dobre słowa, wsparcie i informacje.
Słusznie czujesz K.Cz. że się waham. Ale ja nie waham się bez przyczyny.Wyjaśnię Wam to, bo przypuszczam, że o boreliozie wiecie tyle co ja, zanim zachorowałam. A zachorowałam dawno.

M-ta; pamiętasz moje rozstanie z Media Partnerem i wyjazd w Bieszczady, żeby sobie zrobić totalną defragmentację? To właśnie wtedy, podczas dwutygodniowej wędrówki górami zostałam zakażona.

Borelioza jest chorobą bardzo niebezpieczną, ale właściwie w 99% uleczalną przy podjęciu natychmiastowej i odpowiedniej terapii. (W Polsce jesteśmy 5000 lat za Hindusami. W cywilizowanych krajach leczy się z tego ludzi z bardzo wysoką skutecznością).

Nie borelioza jest w moim przypadku problemem, ale czas. Po roku bakteria jest już wżarta w tkanki. Atakuje układ kostny, serce, układ nerwowy. Od tej chwili z każdym dniem szansa wyleczenia spada. Po czterech latach borelioza jest już w stanie przewlekłym. Nie natrafiłam dotychczas na informację o kimkolwiek, kto by jej się w tym stadium wyszarpnął.

Ale zgadzam się z Tobą K.Cz; że człowiek leczy, Bóg uzdrawia. Człowiek wyposażony jest w system odpornościowy, który potrafi robić czynić cuda. Rzecz jednak w tym, że mój system jest solidnie eksploatowany od lat przez inną chorobę. Podpisałam zgodę na leczenie metforminą (między innymi), która nieodwracalnie niszczy wątrobę. Miałam równie szeroki wybór co teraz. Mam małe szanse przetrzymać tę antybiotykoterapię, nawet jak zdobędę środki.

To wprowadzenie było konieczne, byście pojęły nad czym się waham.
Otóż, jestem bardzo świadoma, że szanse na wyleczenie są nikłe, a przedłużanie życia oznacza w tym przypadku okrojenie go z wszelkiej jakości. Gdybym miała dzieci, nie zastanawiałabym się, bo każdy dzień z nimi byłby bezcenny. Ale ja dzieci nie mam. Mam natomiast marzenia.

Wybieram między drastyczną terapią ze śmiesznie znikomymi szansami, a spędzeniem czasu który mi pozostał zgodnie z własnymi marzeniami. Mogę wziąć kredyt na leczenie lub na podróż.

Nie jestem w depresji. Nawet w dołku nie jestem. Myślę jasno i zastanawiam się. Bo jestem bardzo świadoma sytuacji i oswojona ze śmiercią.

Wiem też, że są co najmniej dwa argumenty, po obu stronach, których wagi nie jestem w stanie określić. Codziennie dokonywane są odkrycia w medycynie (co potwierdza fakt, że trzy lata temu nie wiedziano jeszcze o badaniach antygenu, które wówczas mogły ocalić mi życie, a dziś te badania można zrobić w Warszawie). Po drugiej stronie jednak jest ryzyko, że zamęczę się tracąc czas, który mogłabym przeżyć inaczej i że mogę się nie zreflektować w odpowiednim momencie, bo borelki zeżrą mi mózg, zmieniając mnie w niezdolne do samodecydowania warzywo. Tego się boję najbardziej.

Mam więc nad czym myśleć. Terapie alternatywne tak, ale pozostaje kwestia czy wspierająco czy zamiast. Jeśli chodzi o lekarza mam szczęście. Dzięki ostatniemu "odlotowi" przyjęła mnie jedna z 3 najlepszych lekarek w Polsce. Leczy podobną metodą jak ta Pani z Krakowa; M-ta.

Dziękuję Wam za wszystko, ale chcę sobie to sama przemyśleć. Bo ja jeśli się już na coś decyduję, to nie na żarty -;)

Głupio wyszło, że omawiamy to u Martela, ale tak wyszło. Mam nadzieję, że się Martelu nie gniewasz.

Nie chciałam jeszcze o tym pisać u siebie i nie spodziewałam się, że się słowa tak potoczą.A swoją drogą Dziewczyny, może byśmy zapytały Martela jak tam jego zdrowie? -;)

No więc Martelu? Jak tam? :)

K.Cz. 2010-02-11

Cantadoro, ja ani przez moment nie miałam do Ciebie żalu o cokolwiek. Nawet mi to przez myśl nie przeszło. Raczej ogólnie zadziwia i bulwersuje mnie pewne zjawisko u tak zwanego "ogółu" i u niektórych jego przywódców, które właśnie opisałam u Kapturka, ale to w tym momencie szczegół.
Jeśli idzie o terapię, to moja, jak ją nazywam, "Pani Czarownica" wcale nie jest znachorką. Ma liczne dyplomy i szkolenia i jest rzeczywiście świetna. Zresztą, nie jest kompletną ignorantką, bo całe lata była pielęgniarką. Do diagnostyki posługuje się komputerem i specjalnymi podłączonymi do niego elektrodami, dotykając nimi receptorów. Twórczą metody jest gość z naukowym tytułem ( tan Czech- dr.Jonas )
Generalnie metoda polega na usunięciu z organizmu tego, co go wyniszcza- wirusów, bakterii, ich toksyn, metali i innych świństw. Dwóch ludzi znanych mi wyciągnęła z boreliozy. Może nie tak zaawansowanej, ale jednak.
Poniżej mała wzmianka o lekach, które dobiera komputer na podstawie analizy zapewne jakichś impulsów elektrycznych w receptorach.
http://www.ibg.pl/onas/detoksykacja.php
Jeśli zaś chodzi o tego kuzyna, który jeździł na tradycyjne leczenie do Kraka ( może nawet do tej pani, o której poniżej wspomniano ), to wiedz, że jego stan był taki, że liczono się z najgorszym. On chorował wiele lat i nie wiedziano, co to za choroba. Leczono go na małopłytkowość i białaczkę... Na nadciśnienie etc, a młody chłop leciał z nóg! No comm... Jego stan był tragiczny. W końcu sam zaczął szukać po necie i sam doszedł do wniosku, co to jest. Uparł się przy swoim, zrobiono badania i okazało się, że to borelioza. Ale wierz mi, że także stracono ładnych parę lat i ledwo się wykaraskał.
Ja myślę, że jak mawiają: człowiek leczy, a Bóg uzdrawia! Nie mów, że za późno, nie zastanawiaj się... Rób coś, a uzdrowienie zostaw Temu, który jest dawcą życia. Jak chciałabyś wygrać na loterii, jeśli nie grasz? Wiem, że brak Ci sił, że się lękasz, że może brak Ci kogoś, kto by Cię wsparł na co dzień. Może brak Ci środków... Ta terapia Joalisem w sumie może kosztować nie tak mało: 350-400 złotych miesięcznie. Ale wierz mi- ja już słyszałam o ludziach, co ich wypisywali z onkologii, bo nie było rzekomo ratunku, a ta kobieta ich stawiała na nogi. Pseudo M. pracuje z dziewczyną, której matka w ten sposób została uratowana po wypisaniu jej ze szpitala jako beznadziejnego przypadku.
Ja myślę, że w Krakowie też są ludzie, którzy leczą tą metodą, choćby z racji, że macie bliżej do Czech, bo nauka odbywa się właśnie tam. Słyszałam o lekarzach, którzy też stosują tą metodę. Spróbuj przynajmniej skonsultować, jakie masz szanse na pomoc. Nie musisz się leczyć, jak uznasz, że to nie jest wiarygodne.
Sorry za długość, ale strasznie mi szkoda, bo czuję, że rozważasz, czy się nie poddać, że nie masz siły... Proszę, nie poddawaj się. Zobacz, jak wielu ludziom zależy na tym, żebyś się wykaraskała! To także nie jest bez znaczenia.
Powiem tak: trzymam kciuki, jeśli wiesz, co mam na myśli...
Pozdrawiam

M-ta 2010-02-11

Cantadora, mój przyjaciel z Kraka walczył rok z borelią u super świetnej ponoć pani doktor-Beaty Kowalskiej-Werbowy. Zażywał tony lekarstw (m-cznie za jakieś 1000 zeta) ale w końcu i nareszcie czuje sie lepiej. O ile wiem, zaprzestał już leczenia, choć nadal boli go jakas czesć ciała, która poddała się chrobie, ale jeśli chcesz - dam namiary na niego - zawsze można coś więcej się dowiedzieć. WALCZ! WALCZ! WALCZ! jesteś jedyna, wyjątkowa i wszyscy trzymamy kciuki, cobyś się nie poddała;)
Martel - wybacz, ale wierze, ze się za notki nie dotyczące twojej notki nie obrazisz:)

cantadora 2010-02-11

K.Cz. Z całego serca dziękuję. Zielarz - magik z samego końca Polski został mi polecony przez samą Panią doktor, jedną z trzech najlepszych w Polsce. Uparła się, że mnie wyleczy, choćby miała czary nade mną odprawiać.

Ja z wiedzą o boreliozie żyję ponad trzy lata; nadgryzana systematycznie przez bakterie. Ale z pewnych względów nikt nie odważył się mnie leczyć (sic!). Jestem w ostatnim stadium choroby. Muszę to wszystko przemyśleć. Nie odrzucam propozycji. Dziękuję za nią. Ale najpierw potrzebuje zasymilować to czego się dowiedziałam. To jest trudna wiedza.

***

K.Cz., ja wyczytałam między różnymi wierszami, że Twoja droga różanych dywanów nie przypomina. Przepraszam, jeśli poczułaś się dotknięta. Nic złego nie miałam na myśli. Jeśli coś kogoś boli, to boli. I nie ma znaczenia co. Może jedynie ma wagę to, czy na ból owy ma człek jakiś wpływ czy nie. Jak mawiał Sri Ravi Shankar: "Ból jest nieunikniony, cierpienie jest opcjonalne."

Martel: Przepraszam za spam -;)

K.Cz. 2010-02-10

Cantadoro, w samej rzeczy- języki:) Tyle, że Pan Buczek nie poplątał, tylko komuś dał za długi i od tego się zaczęło, ale mniejsza.
Nie ja pouczałam pana przedmówcę, jeno on mnie, jak się pisze a'propos, ale to też szczegół. Na psyche jeszcze nikt nie umarł ( chyba), więc pan Woda pożyje długo, czego mu życzę, ale tym bardziej szkoda byłoby, gdyby poddawali się tacy ludzie, jak Ty!
Zachęcam Cię, o czym już pisałam, żeby sprawdzić każdą drogę ratunku. Znam co najmniej 3 osoby, które się leczą, a właściwie leczyły na boreliozę. Jeden z nich to zapalony myśliwy. Nie trudno zgadnąć, jak złapał to świństwo.
Nic nie szkodzi spróbować równolegle dodatkowego sposobu leczenia ( mówię o tych kroplach czeskich ). Gdybym nie słyszała od samych chorych, to bym nie uwierzyła. Jeśli nie znajdziesz kogoś w Kraku, to zapraszam do siebie, nawet z Oriną. Załatwię wizytę u mojej Pani Czarownicy. To jednak mniej kosztowne. Tylko żeby miał Cię kto przywieźć.
Mam też w bliskiej rodzinie kogoś, kto leczy to świństwo właśnie w Kraku- uznał, że się woli przejechać pół kraju, bo jest tam najlepsza specjalistka w Polsce. Nie pytałam go, ile to kosztuje, ale może ta lekarka zna bardziej dostępne dla zwykłych śmiertelników terapie. W razie co- daj znać przez Martela, a zacznę się dowiadywać o namiary. Trzeba coś robić. Na pocieszenie dodam, że ów kuzyn prowadzi normalne życie, ma firmę, rodzinę, jeździ na urlopy. To prawda, że od czasu do czasu bierze jakiś antybiotyk, kontroluje wyniki, ale żyje. Proszę, sprawdź jeszcze ten trop. Jeśli trzeba, spytam go, jak tam dotarł. Są lekarze i "lekarze". Trzeba walczyć!

( Mówią, że muzyka łagodzi obyczaje, a tu sama Cantadora wystarczyła. Śmiem twierdzić, że gdyby nie Ty, to by tu poleciały kalumnie, jak zwykle. Mam parę takich kwiatków w archiwum. :)))) Jedni mają bardziej poplątane te języki, a inni mniej, jak się okazuje :))) Zresztą, co było pierwsze- kura, czy jajo, w necie akurat można sprawdzić- problem w tym, że niektórzy idą na całość, bo wiedzą, że się nikomu nie zechce, ale Kapturowi akurat lotto, co kto tam o nim w Matrixie sobie wyimaginował. Rzeczywiście- są większe problemy. Choroba zapewne jest najstraszniejszym z nich, ale zapewniam Cię, Cantadoro, że Kaptura żywot nie jest usłany różami- może dlatego nie przejmuje się ludzką złośliwością i głupotą, co nie zmienia faktu, że o prawdę się zawsze upomni! Nienawidzi Kaptur kłamstwa i fałszu i póki dycha, ściemę sprostuje zawsze. Nad tym, że miłośnicy ściemy od Kaptura stronią, ani się Kaptur nie dziwuje, ani ubolewał z całą pewnością nie będzie :)
3maj się, Kobieto i w razie co, daj znać. Spoko. Bez zobowiązań: dowiem się, przekażę informację i tyle mnie znałaś :):):) Walczyć trzeba!

cantadora 2010-02-10

Boże, jak ja Wam dziś wszystkim zazdroszczę!

Kilka godzin temu otrzymałam diagnozę: Borrelia burgdorferi. Stadium: późne. Proponowane leczenie: dwa lata, miks 6 antybiotyków, w tym wlewy dożylne. KOSZT: 500- 3000 tysięcy złotych MIESIĘCZNIE. W zależności od wybranej opcji. Warunki dodatkowe: specjalna, restrykcyjna dieta. Szanse wyleczenia: w tym stadium oceniane są jako bardzo niskie/żadne. Borelioza to choroba śmiertelna. Alternatywa: dogorywanie w mękach albo jednorazowe cięcie. Będę się zastanawiać, którą opcję wybrać, a Wy się weźcie w garść, bo widać, że cała ekipa inteligentna, ale Wam chyba Pan Buczek języki poplątał. Obyście zawsze mieli tylko takie zmartwienia, jak kopiuj/wklej/wytnij < mrugnięcie do K.Cz. Ściskam.

Woda 2010-02-10

K.Cz.- tłumaczenie komuś rzeczy prostych i oczywistych, pouczanie, mówienie co jest dla niego dobre a co złe i wyjaśnianie jasnego, jest równoznaczne z posądzeniem tego kogoś o infantylizm. Dotyczy to nie tylko mnie i Twojego wyjaśniania mi podstaw informatyki. Dotyczy to większości Twoich kontaktów. I dziwisz się później, że kogo się nie tkniesz, to już za chwilę ma Cię dosyć, i musisz obwoływać go swoim wrogiem?

K.Cz. 2010-02-10

Cantadora czytuje Martela nie od dziś. Mój przedmówca zapomniał chyba, kto kogo wyśmiewał i nie pochwalił się, że li tylko dlatego został mu wyjaśniony problem znaków specjalnych w komentarzach ( infantylizm mi nawet przez myśl nie przeszedł, ale skoro on to tak nazwał... ), że nie mając Kapturkowi specjalnie nic do wytknięcia, pouczał go, jaki to jest ciemny, bo nie wie, jak się pisze a'propos, po czym... zaprezentował las krzaczków. Trudno się było nie uśmiechnąć, bo był to któryś kolejny raz z rzędu i to właśnie w chwilach, gdy chciał komuś dokopać.
Ale jak widać, Kaptur sam z siebie też się potrafi pośmiać, jak to właśnie uczynił tutaj, bo wzorem szacownego przedmówcy użył wklejania z worda, czego nie robi zwykle, bo i czasu szkoda na "gimnastykę" z edytorami i właśnie tak można krzaczków nasadzić, jak się zapomni człek, bo gdyby to Kaptur robił nagminnie, to zapewne po wklejeniu przeedytował by niektóre znaczki odruchowo, nawet, jeśli robi to o szóstej rano :))))
Ale to szczegół- grunt to mieć dystans do siebie, czego chyba akurat Kaptur udowadniać nie musi :-) Natomiast, jak widać niektórzy jakoś nie potrafią zluzować pośladów nawet w tak błahej kwestii. Na Kaptura gust tu nie to, czy się kto pomylił jest "gwoździem programu", ile hierarchia wartości: dla jednych najważniejsza jest wypowiedź Martela, a inni włażą tu za Kapturem, coby go na czymś przyłapać :) Podobnie było z rzeczonym a'propos :) Apostrof w ogóle nie miał związku z tematem notki- zapewniam :))))

Napisałam to głównie dla szlachetnego przedmówcy, bo Cantadorę zapewne obchodzi to jak wczorajszy śnieg, czyli mniej więcej tyle, co Kapturka, bo spodziewam się, że jedynie z powodu luk w pamięci robi on z igły widły i trzeba pamięci owej pomóc, bo przecież człek tak zacny z prawdą by się nie mijał umyślnie! :P:P:P

Mili Państwo! Szacunek!
:-)

Woda 2010-02-10

Cantadora- ocena należy do Ciebie, ale jestem pewny że źle zrozumiałaś mój komentarz. Trzeba by cofnąć się trochę w czasie. Zostałem kiedyś wyśmiany, posądzony o komputerowy infantylizm z tego powodu, że w moim komentarzu przeklejonym z Word'a nie rozkodowały się w html'u znaki specjalne. Tutaj to samo spotkało moją ówczesną, jakże złośliwą prześmiewczynię, i stąd to zacytowane przysłowie i moje rozbawienie.

K.Cz. 2010-02-10

Buziaki :*

martel 2010-02-10

to nie tak!!! ech, koniecznie.
Czemu nie przeczytaliście notki Cz.K., do której moja notka się odnosi???
nazywa się "Tasiemiec", powstała gdzieś przedwczoraj, a po jej przeczytaniu coś we mnie ruszyło. ruch czyli energia.Notka Red Hooda dała mi szkielet, na którym mogłem powiesić swoje luźne myśli.
Ważne dla mnie, dlatego napisałem tę notkę, która MA TYTUŁ!!!
Kto powiedział, że tytuły nic nie znaczą?

cantadora 2010-02-10

K.Cz: O, pisałyśmy równocześnie. I zdaje się, że najogólniej podobnie -;)

cantadora 2010-02-10

MARTEL; Nie znam kontekstu Waszej rozmowy, ani zdania K.CZ. na temat o który pytasz, ale podzielę się swoim.

Jedną z cech za które tak lubię wilki jest to, że zabijają szybko. Jeśli miałabym zostać zabita to chciałabym właśnie tak. Dylematy należy rozstrzygać w sobie, a nie doprowadzać szanowanych przecież ludzi do benzodiazepiny, cyklopironolu, azaspirodekanedionu, dibenzodicyklooktadienu i innych anksjolityków. Alkoholu ewentualnie.

Osobiście zmieniłabym ślubną przysięgę na: i ślubuję Ci miłość, wierność oraz że nie zranię Cię bardziej niż będę musiał.

Ostre cięcia lepiej się goją niż szarpane rany. No chyba, że nikogo już nie boli i rachunki krzywd zostały wyrównane. Wtedy to można nawet naprawdę się polubić na nowo.

WODA: Chyba źle Cię oceniłam - zbyt dobrze. Szkoda.

K.Cz. 2010-02-09

Miało być "Mikołaja", nie "mikołaja", ale o północy wszystko jest możliwe :)))
Pap. Śpij dobrze.

K.Cz. 2010-02-09

O, matko! Nie wywołuj mnie do odpowiedzi o północy!
Ja nie powiedziałam, ze nagłe zerwania są męskie, ale że ślumaczenie związków bez sensu i katowanie się nimi jest mało męskie. A dobrze wiesz, że ja akurat po pierwsze i tak miałam za dużo cierpliwości do Pseudo M., a po wtóre on wcale nie chce się ode mnie uwolnić ( a raczej mnie uwolnić od siebie. Widać taka jestem BE :))))
Ale wracając do męskich zachowań, to uważam, że czasem potrzeba cięć iście chirurgicznych ( w typie chirurgii z wieku XVIII, jeśli wiesz, o czym bajam :) To też przerabiałam i wiem, że mniej, a właściwie krócej boli, niż przeciąganie, ponieważ takie przeciąganie rodzi płonne nadzieje, bo zakładam, że nie obie strony jednakowo chcą się rozstać. ( Wtedy, gdy jednakowo chcą, to zwykle przebiega to szybko i sprawnie oraz prawie bez bólu :)
Może upraszczam, ale tak najogólniej uważam.
Od facetów zawsze oczekiwałam zdecydowania, siły charakteru i mądrości- stąd nazwałam taki "ruch" męskim.
Cóż, Kaptur mógłby być tylko z facetem, którego podziwia, a podziwia tylko silnych, mądrych i szlachetnych, a przy tym delikatnych. Nie masz pojęcia, ile ciepła można wykrzesać z takiej skały ... :) Ale kurczę, za dużo gada Kapturro. W każdym razie Pseudo jest tylko silny i to na dodatek jedynie... fizycznie :))))
OK, ewakuuje się Kaptur, bo za dużo gada. Przepis na ciasto zostawiłam u siebie. Najadłam się, jak bąk. Idę pa lulu.

Ale, ale- co będziesz robił z czapeczką? Tylko nie mów, że za mikołaja będziesz robił w przyszłym roku :P ( żartuję, że jestem niedomyślna :P )

martel 2010-02-09

Cantadora - tę książkę od dawna mam w poczekalni na pierwszej pozycji - muszę tylko ją wreszcie zdobyć. Dwoje moich dobrych przyjaciół z reala dawno mi ją polecało.
Cieszę się na tę pizzę, RH, bo wciąż żyję w poszukiwaniu pizzy, która wreszcie naprawdę mi się spodoba. Na razie pierwsze miejsce, w tym moim niezbyt ulubionym daniu, dzierży frutti di mare na CIENKIM SPIECZONYM kruchym i skarmelizowanym lekko cieście typu ciabatta. Ale wciąż wiele jest tu do odkrycia. Ale bardzo się cieszę, że zrozumiałaś mnie właściwie - że przekomarzam się z Tobą jeno, broń bosze nie chcąc urazić na serio twoich uczuć religijnych. Doskonale rozumiem, że każdy ma prawo mieć swojego ... coś tam.
Natomiast NIE ODPOWIEDZIAŁAŚ mi, DLACZEGO sądzisz, że kończenie związku "na pniu", teraz i raz na zawsze, jest "męskie" i jest to waloryzowane pozytywnie. Dlaczego?
Nie uciekaj od tematu, jeśli wola. Mogę zrozumieć, że nieco histeryczne ZERWANIE z chwili na chwilę, wydaję Ci się "męskie", choć wg. mojego głębokiego przekonania jest przeciwieństwem prawdziwej męskości, ale dlaczego wydaje Ci się to DOBRE? Mądre i sprawiedliwe?
Sprawy, które Naprawdę Istnieją, które spajały ludzi przez jakiś czas w jakąś wspólnotę wymagają odrobiny SZACUNKU.
I jest to, moja droga RH, szacunek RÓWNIEŻ DO SAMEGO SIEBIE.
Chciałem usłyszeć, co o tym myślisz, dlatego napisałem tę notkę.
Ponieważ nie usłyszałem, dalej pragnę usłyszeć Twoje zdanie.
ps. i tak Cię lubię, wiesz o tym. Może w Nottingham uda mi się kupić czerwony kaptur z wełny miejscowych merynosów, wiem co z nim zrobię:)

K.Cz. 2010-02-09

Jak miło dla odmiany widzieć tych, co zwykle plują w końcu uchachanych. A tak się Kaptur stara od 3 lat i wreszcie gość chwycił, co jest grane. I o to chodzi w gruncie rzeczy. O dystans :-) i zluzowanie pośladów.
Ale też w końcu widać, za czym kto tu zagląda- jedni czytają notki Martela, inni - czytają czytających :-)( by nie rzec- tropią :)
A w życiu by Kapturowi do makówki nie przyszło, żeby u Martela czytać wpierw komentarze, a nie samego autora. Ale fakt- to było do przypuszczenia, bo jak się kogoś wpierw zwyzywa od ..., no mniejsza z tym, to trzeba mieć tupet i straszne parcie :-), żeby tu zaglądać. A może niektórym słowa lecą z ust, jak popadnie... No i jeszcze trzeba rozumieć, co się czyta i zdanie jakieś mieć, a to tak ad hoc, bez kontaktu z Mr.Google tudzież z przybocznymi trudne dla niektórych co bardziej błyskotliwych :)))))

K.Cz. 2010-02-09

O, Cantadora! Jesteś. No, już się martwiłam.
Wiem, wiem- całą szafę mam czerwoną, acz niekoniecznie dlatego, że sexy. Po prostu dobrze się czuję i dobrze wyglądam w ciepłych kolorach.
No, dobrze, że jesteś!

Woda 2010-02-09

"Uczył Marcin Marcina, a sam głupi jak świnia" :))) Nie, no chyba jeszcze żadna notka (a raczej niektóre komentarze, bo do notki przez łzy płaczu w oczach, to nawet jeszcze nie dotarłem) mnie tak nie ubawiła. W życiu bym się nie spodziewał, że akurat w tym miejscu tak się uchacham :)))

cantadora 2010-02-09

Jeśli tak oto sobie sympatycznie polecamy lektury, to ja pozwolę sobie polecić Erica Berne "W co grają ludzie" -;)

Ps. Czerwony jest sexy, K.CZ:)

K.Cz. 2010-02-09

No i typowy "objaw" u Kaptura: jak myśli o treści, to nie myśli o formia- zapomniał był Kapturek, że jak będzie wklejał z Worda, czego zwykle nie praktykuje, to mu krzaki wyjdą z cudzysłowów i znaków specjalnych- pisał Kaptur gościnnie na cudzej maszynie i na raty, więc się posłużył edytorem i mu wyszło, jak nie przymierzając jednemu szambonurkowi zazwyczaj, jak sobie pisownię szlifuje wypowiedzi :)))) To znak, że musi Kaptur pisać, jak zawsze- bezpośrednio w okienku edytora, a nie w microsoftowym cudeńku. Ale dla Ciebie, Mart to chyba bez różnicy- jednako "rozumiesz" Kapturka i z krzaczkami i bez. Pozostali chyba też :))))
No, ciasto wyłazi Kapturkowi z miski. Szkoda, że Cię tu niema- byś pizzy spróbował wedle oryginalnej receptury z Italii przywiezionej- dziś Kaptur wszedł w posiadanie :)

K.Cz. 2010-02-09

Teraz będzie wypowiedź Kapturka na dalszą część dictum, ale zastrzega Kaptur, że się nie zna i nie wie, jakie jest oficjalne stanowisko KRK w tym względzie.
Zdaje się Kapturowi, że sakrament nie tyle zależy od formuł, ile od namaszczenia szafarza i ktoś, kto wypowiada formuły bez namaszczenia i prawa do tego, niekoniecznie rozdaje łaski. Co najwyżej ściągnie na siebie odpowiedzialność. Ale też na przykład chrztu może w nagłych razach udzielić każdy, jeśli robi to w Imię Ojca, i Syna i Ducha Świętego- słyszałam o takich przypadkach, gdy pielęgniarka udzielała chrztu umierającemu dziecku. Tak Kaptura uczono za młodu. Trzeba by wyjść od tego czym są sakramenty, każdy z nich.
&#8222;Otóż Sobór Trydencki uzgodnił formułę EX OPERA OPERANDI, czyli mocą sakramentu sakrament został udzielony, a nie mocą ludzkiej istoty, która była niegodna i nie miała prawa ni mocy tego dokonać.&#8221;- dokładnie tak! Kaptur tak to rozumie, dlatego nie wnika w to, co ma na sumieniu kapłan, a w to, co Kaptur przyjmuje! To działa, wierz mi.
Piszesz, że brak wiary jest przerażający. Tak, ale Bóg jest niezależny od tego, czy człowiek wierzy w Niego i Jego dary, czy nie.

Co do RH spoko: Kaptur od urodzenia ma RH+ &#61514;
No, do &#8222;skrótowości&#8221; to Ci daleko &#61514;))), ale Kapturowi to akurat nie wadzi.
Gdy chodzi o colę, to sobie Kapturek wyprasza! Pije Kaptur colę nałogowo dla zdrowotności, bo to cóś wybija mu wszystkie helikoptery w trzewiach i zapobiega zatruciom ( spytaj pierwszego z brzegu medyka na lotnisku, co Ci zaleci na zatrucie, jak się zgłosisz po pomoc, gdy będziesz miał przesiadkę i zaniemożesz )

Co do seksu popartego uczuciami to spróbuj to powiedzieć dziecku wiosen 13 twierdzącemu, że kocha! Szkoda, że nie masz córki, drogi Młotku! Byłbyś może lepiej rozumiał problem. Według Kaptura media niepotrzebnie podkręcają zbyt wcześnie te instynkty zwłaszcza, że dojrzałość uczuciowa i odpowiedzialność coraz bardziej oddala się od dojrzałości fizycznej. Maryja ponoć w wieku ok. 17 lat powiła Syna, ale Ona w tym wieku była już kobietą nie tylko fizycznie! I miała przy sobie dorosłego faceta, który potrafił ją i dziecko uchronić ją przed chorym psychicznie władcą, co wybił nawet własną rodzinę.

Drogi Martelku, polecę Ci jeszcze do czytania ( przy założeniu, że szukasz prawdy!) &#8222;The New Evidence That Demands A Verdict&#8221; Josha McDowella. Jak znalazł dla historyka archiwisty. Bogata bibliografia na końcu rzeczonej książeczki. Nie będziesz się nudził!
Buziaczki :-*

Twój RH+

( No i kto tu tworzy nowe wcielenia Kapturka Cz.? :D
Uff, dobrnął Kapturek do końca! )

K.Cz. 2010-02-09

Nihil novi jednym słowem.
Stały skład drużyny w takich razach- typowe i przewidywalne. :)
Młot, czy teraz podciągnąłeś się z ... kynologii? :)

Spójrz choćby na specjalistę od ekskrementów: nie mógł odmówić sobie przedszkolnej satysfakcji i gotów był nawet zanurzyć się w g... ( sorry , ale chyba tak Cię kiedyś określił ), byle sobie ulżyć i bardziej tym usatysfakcjonował Kapturka, niż jego ucieszył figiel tokena.
Ratlerek przy nodze- też przewidywalny. Ze 4 noty temu Kaptur chyba wspominał tę prawidłowość zachowań.

( U mnie masz 1/2, ale szalik i zapiekanka czeka- siła wyższa :)

Szacuneczek!

Ghost of Navigator 2010-02-09

No i, wywołałeś wilka eee... tj, Kapturka z Lasu:D. Tylko czy to "wołanie" nie jest niestety tylko wołaniem na puszczy ;)? - oj dawno się tak nie ubawiłem.
Red Hut po prostu rządzi i pasuje jak ulał.

Pozdrawiam Serdecznie wierny czytelnik Twego bloga Martelu.

3kropki 2010-02-09

Notka nie do mnie, ale nie jest mi obojętna. Trzymam kciuki Martel.
Red Hut bardziej mi się kojarzy... z katem, nic na to nie poradzę :/
I zupełnie oftopowo - co "Truckers" są ze świata dysku czy odrębni?

Woda 2010-02-09

Kiedy przeczytałem powtarzający się komentarz o powtarzaniu się, to tak się popłakałem ze śmiechu, że ani notki ani dalszej części komentarza już nie byłem w stanie doczytać. A potem jeszcze to tłumaczenie się! No nie mogę! :))) Dawno się tak nie ubawiłem :))) Życie niesie groteskę lepszą niż kabaret czasami :)))

K.Cz. 2010-02-09

A to podstępny antyspam- robi zmyły. Pisze, ze nie wstawił, a wstawił. Ale za to będzie bardziej dobitnie. Może wieczorem zajrzę.

K.Cz. 2010-02-09

Ni, no powtarzasz się, Młocie! Mało tego- powtarzasz po innych. Pierwszy akapit już mi tym trąci. Jakbyś w ogóle ignorował to, co Kaptur napisał już z 5 razy o swoich "rolach", których nigdy nie ukrywał, skoro nawet Ty ( spec od kynologi :) wiedziałeś, jaki nastrój i jaką rolę w komedii, dramacie lub grotesce gra Kaptur akurat :) Znaczy się charakterystyczny Kaptur jest i nigdy tego nie ukrywał.
Ale nie o tym...
Ponieważ wnoszę, że nic nowego nie wyciągnąłeś, to i zostawię to na potem, bo nie mam teraz czasu na wnikliwą ( kolejną ) analizę tych samych tez. Zastanawiam się, czy wobec tego nie pogrzebać w archiwach i nie zlinkować starych notek :)
Póki co- do kiedyś-tam, bo nie wiem, jak będzie z czasem.
Zastanawiam się, czy też nie zakupić na tę okoliczność jakiegoś "ankohola", bo bez precentów chyba nie zmogę.
( Ps. A moje \"Źródła\" i tak wiedzą najlepiej :P, czy tego chcesz, czy nie :)
Pap. :-*

K.Cz. 2010-02-09

Ni, no powtarzasz się, Młocie! Mało tego- powtarzasz po innych. Pierwszy akapit już mi tym trąci. Jakbyś w ogóle ignorował to, co Kaptur napisał już z 5 razy o swoich "rolach", których nigdy nie ukrywał, skoro nawet Ty ( spec od kynologi :) wiedziałeś, jaki nastrój i jaką rolę w komedii, dramacie lub grotesce gra Kaptur akurat :) Znaczy się charakterystyczny Kaptur jest i nigdy tego nie ukrywał.
Ale nie o tym...
Ponieważ wnoszę, że nic nowego nie wyciągnąłeś, to i zostawię to na potem, bo nie mam teraz czasu na wnikliwą ( kolejną ) analizę tych samych tez. Zastanawiam się, czy wobec tego nie pogrzebać w archiwach i nie zlinkować starych notek :)
Póki co- do kiedyś-tam, bo nie wiem, jak będzie z czasem.
Zastanawiam się, czy też nie zakupić na tę okoliczność jakiegoś "ankohola", bo bez precentów chyba nie zmogę.
( Ps. A moje "Źródła" i tak wiedzą najlepiej :P, czy tego chcesz, czy nie :)
Pap. :-*

e-blogi.pl zymzym.info
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]